Ludzie są nierozumni, nielogiczni i samolubni
Kochaj ich, mimo wszystko
Jeśli czynisz dobro, to ludzie oskarżą cię o egoistyczne motywy
Czyń dobro, mimo wszystko
Jeśli odnosisz sukcesy, zyskujesz fałszywych
przyjaciół i prawdziwych wrogów
Odnoś sukcesy, mimo wszystko
Twoja dobroć zostanie zapomniana już jutro,
Czyń dobro, mimo wszystko
Szlachetność i szczerość czynią cię podatnym na zranienie
Bądź szlachetny i szczery mimo wszystko
To, co budujesz latami może runąć w ciągu jednej nocy
Buduj, mimo wszystko
Ludzie naprawdę potrzebują twojej pomocy,
mogą cię jednak zaatakować, gdy im pomagasz
Pomagaj, mimo wszystko
Dasz światu to, co masz najlepszego, a otrzymasz cios w zęby
Dawaj światu najlepsze, co masz
Mimo wszystko
— Kent M. Keith
Moje życie od pewnego czasu zamieniło się w czekanie. To czasem bywa trudne, ale mimo wszystko staram się cieszyć wspaniałym darem ŻYCIA :)
SZUKAJ W BLOGU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzielna niewiasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzielna niewiasta. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 28 listopada 2017
Paradoksalne przykazanie
Etykiety:
dzielna niewiasta,
marzenia,
o życiu
środa, 15 listopada 2017
Dziś taki trudny dzień ale...
Jeszcze będzie pięknie, mimo wszystko. Tylko załóż wygodne buty, bo masz do przejścia całe życie.
— Jan Paweł II
Etykiety:
dzielna niewiasta,
marzenia,
o życiu,
widziane w drodze
poniedziałek, 14 marca 2016
Na Wielki Post II
Całe zgromadzenie zawołało głośno i wychwalało Boga, że ocala tych, co pokładają w Nim nadzieję.
(Dn. 13, 60)
Etykiety:
dzielna niewiasta,
Słowo,
świętowanie
niedziela, 13 marca 2016
Na Wielki Post
Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie? Otworzę też drogę na pustyni, ścieżyny na pustkowiu.
(Iz. 43 18-19)
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o życiu,
Słowo,
świętowanie
czwartek, 6 listopada 2014
wczoraj, dziś...
i jeszcze parę dni jestem nad morzem. Ja, kochająca góry całym moim sercem, nagle zapragnęłam wyjechać nad morze. Może to za sprawą ostatnich kłopotów i zmartwień, które mnie nawiedziły, nawiedzają i pewnie jeszcze trochę nie odpuszczą, poczułam tę nieodpartą chęć. Trochę było pod górę za nim się udało, ale jestem. Pogodę mam wymarzoną, słoneczną i ciepłą, jakiej nikt nie spodziewałby się po listopadzie.
Myślałam, że może trochę po zwiedzam — zrezygnowałam z tych planów. Zakładam buty i kurtkę, do plecaka wkładam termos i kanapki. Wędruję plażą przed siebie... Jest najcudowniej!
Ps. Spacerowałam na boso po plaży, okulary słoneczne są w użyciu i tylko kąpać się w morzu nie mam jednak odwagi :).
Myślałam, że może trochę po zwiedzam — zrezygnowałam z tych planów. Zakładam buty i kurtkę, do plecaka wkładam termos i kanapki. Wędruję plażą przed siebie... Jest najcudowniej!
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ps. Spacerowałam na boso po plaży, okulary słoneczne są w użyciu i tylko kąpać się w morzu nie mam jednak odwagi :).
Etykiety:
aktywnie,
dzielna niewiasta,
marzenia,
przyrodniczo
poniedziałek, 22 września 2014
Piękna...
jest wreszcie gotowa. Trochę czasu to zajęło. Nawet nie chodzi o to, że taka pracochłonna, tylko ciężko było znaleźć czas na szycie.
W sumie to jest na ostatnią chwilę. Na zakończenie tego letniego sezonu i będzie na przyszłe lato...
Może... bo przecież nikt nie wie, co będzie jutro, a co dopiero za rok :). Kiedyś mnie ta „niewiadomość” paraliżowała, nie wiedziałam co z nią począć. Była tym, co najbardziej niechciane. Dziś już jest inaczej, dzisiaj cieszy mnie każda niespodzianka dnia dzisiejszego, każdy nowy poranek, każdy nowo spotkany człowiek. Każda chwila życia jest przecież darem, niezasłużonym, każdy oddech tak samo. Cieszę się tym co jest i przestałam się bać tego, co może być. Pragnę tylko, żeby każda przyszłość zastawała mnie coraz bliżej Boga...
Może... bo przecież nikt nie wie, co będzie jutro, a co dopiero za rok :). Kiedyś mnie ta „niewiadomość” paraliżowała, nie wiedziałam co z nią począć. Była tym, co najbardziej niechciane. Dziś już jest inaczej, dzisiaj cieszy mnie każda niespodzianka dnia dzisiejszego, każdy nowy poranek, każdy nowo spotkany człowiek. Każda chwila życia jest przecież darem, niezasłużonym, każdy oddech tak samo. Cieszę się tym co jest i przestałam się bać tego, co może być. Pragnę tylko, żeby każda przyszłość zastawała mnie coraz bliżej Boga...
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o życiu,
szycie
czwartek, 21 sierpnia 2014
Edyta Stein wraca do mnie
Koniec lipca minął mi na doprowadzeniu wielu spraw przed urlopem do takiego stanu, żeby nie wymagały interwencji w jego trakcie. Pierwsze dni sierpnia szykowałam się do DROGI, a potem wyruszyłam jak w ubiegłym roku. Zawsze przed wyjściem pojawia się lęk, że może tym razem się nie uda, że ból będzie zbyt duży, że zdrowie nie pozwoli... i trzeba będzie wracać do domu. Za każdym razem dopiero tuż przed wyjściem łapię oddech i mimo lęków oddaję całą Drogę Bogu. To On dodaje sił, to On prowadzi i nagle pojawia się pokój — bo na pielgrzymce o nic nie muszę się martwić, to On idzie przy mnie i dba o mnie, nic nikomu nie muszę udowadniać. Za każdym razem to doświadczenie jest inne, inne dolegliwości się pojawiają (nie ma sposobu, żeby się przed nimi zabezpieczyć), ale też za każdym razem Bóg zaskakuje swoją Miłością. Nie da się tego opisać, nie ma sensu, bo to są bardzo intymne zdarzenia między Nim a każdym z pielgrzymów i dla kogoś z boku mogą nic nie znaczyć, albo być zwyczajnie śmieszne.
Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna rusza z Warszawy szlakiem krwi — tu w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego Niemcy dokonywali masowego mordu... Świadomość, że idzie się właśnie tymi naznaczonymi okrutną historią ulicami wbija się w mózg i serce. W tym roku jakoś wyjątkowo mocno, może dlatego, że Ukraina tak niedaleko... Szłam ze ściśniętym gardłem, myśląc o tym, że już za parę dni będę szła z bólem nóg i kręgosłupa, ale to przecież nic, ten mój ból taki mały i taki śmieszny się wydał...
Tuż przed wyjściem na pielgrzymkę dostałam tekst Edyty Stein:
Jeżeli zdołasz zachować spokój,
chociażby wszyscy już go stracili, [...]
jeżeli nadal masz nadzieję, chociażby wszyscy [...] zwątpili, [...]
jeżeli umiesz czekać bez zmęczenia;
jeżeli na obelgi nie reagujesz obelgami;
i nie odpłacasz nienawiścią za nienawiść, [...]
jeżeli umiesz przyjąć sukces i porażkę,
traktując je spokojnie — bez pychy i bez załamania; [...]
kiedy spokojnie przyjmiesz ruinę tego,
co było treścią twego życia,
i pokornie zaczniesz odbudowę zużytymi już narzędziami;
jeżeli potrafisz na jednej szali położyć wszystkie twe sukcesy
i zaryzykować;
jeżeli potrafisz przegrać i zacząć wszystko od początku,
nie żaląc się, że przegrałeś;
jeżeli umiesz rozmawiać z nieuczciwymi, nie tracąc uczciwości
i spacerować z królem bez pozy i uniżoności;
jeżeli nie mogą cię zranić wrogowie ani serdeczni przyjaciele; [...]
jeżeli potrafisz korzystać z każdej minuty,
nadając wartość każdej przemijającej chwili —
Twoja jest ziemia i wszystko, co na niej
Edyta Stein, patronka Europy, zginęła w Auschwitz.
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o mnie,
o życiu,
Słowo
sobota, 21 czerwca 2014
bo chcę mieć wpływ na miejsce, w którym żyję...
...czyli o budżecie partycypacyjnym i nie tylko.
Nie jestem społecznikiem. Nie mam żadnego zacięcia politycznego. Nie jestem działaczką. Nie jestem pewna swojego patriotyzmu, bo to bardzo doniosłe słowo.
Bliższy wydaje mi się patriotyzm lokalny, ale i tu mam pewien zgryz. Pochodzę z niedużej miejscowości x pod bardzo dużym miastem Y i jak słyszę, że ktoś też jest z x, to zaraz nawiązujemy nić porozumienia. Tylko od lat już ponad 10 związana jestem z Y, tu mieszkam, pracuję, znalazłam miejsca, które w Y lubię, ale nadal to nie jest „moje miejsce”, jeśli wiesz o czym mówię drogi czytelniku... Ciągle miejsce mojego dzieciństwa jest tym, z którym czuję się zrośnięta, w którym każdą ingerencję odczuwam jak ingerencję na swoim ciele...
Jednak miejsce, gdzie mieszkam nie jest mi obojętne. Podnoszę śmieci rozrzucone przez mieszkańców osiedla, zgłaszam administracji urwane klamki, nieodśnieżone wejście do klatki czy śliską podłogę w śmietniku, ale te rne propozycje usprawnień. Biegam na zebrania wspólnoty mieszkaniowej.
Wszystko po to, żeby mieć jakiś wpływ na to gdzie mieszkam, ale przede wszystkim, żeby nie narzekać. Nie znoszę narzekania, że źle, że nie tak, że pieniądze wyrzucone w błoto, że nikt nie myśli o bezpieczeństwie, że badziewie, że za drogo, że za tanio, że po znajomości...
Własne narzekanie zabija mnie od środka. Na swoje i cudze narzekanie mam przygotowaną odpowiedź, która hamuje ten potok: „Co zrobiłeś/aś, żeby tak nie było?”. Działa jak kubeł zimnej wody, motywująco. Weź się w garść! Nie masz prawa narzekać, jeśli sam nie robisz nic, żeby zmienić to, co Ci nie odpowiada. Nie krytykuj rządzących, jeśli nie idziesz na wybory. Nie mów, że inni śmiecą, jeśli sam nie segregujesz starannie śmieci, jeśli nie podnosisz śmieci leżących na chodniku, jeśli nie zaproponujesz administracji, żeby postawiła kosz tam, gdzie go brakuje, itd.
Czy nasz społeczeństwo jest obywatelskie? Otóż, według mnie w bardzo małym stopniu. Lubimy narzekać, ale jeszcze bardziej nie lubimy się angażować. Nie obchodzi nas wiele poza czubkiem własnego nosa, a jednocześnie mamy pretensje do wszystkich wokół. A przecież życie jest w naszych rękach! Pora skończyć z narzekaniem i zainteresować się możliwościami działania, jakie mamy do dyspozycji. Ja zacznę dziś od głosowania dotyczącego budżetu partycypacyjnego w moim Y!
Ps. Notka powstała na skutek złości jaka mnie zalała, kiedy się dowiedziałam zupełnym przypadkiem i zbiegiem okoliczności o tym, że coś takiego jak budżet partycypacyjny istnieje. Dlaczego o tym nie wiedziałam wcześniej? Dlaczego media ciągle promują suplementy diety, para-farmaceutyki, kosmetyki, kredyty i inne bzdury, a nie zależy im na wspieraniu budowania społeczeństwa obywatelskiego przez informowanie obywateli o ich prawach, możliwościach, o tym że nie trzeba być politykiem czy działaczem, żeby mieć wpływ na nasze otoczenie... nie, to nie. W tej sytuacji ogłaszam uroczyście wszem wobec i każdemu z osobna, że istnieje coś takiego jak budżet partycypacyjny i warto jeśli nie składać samemu projekty, to przynajmniej brać udział w wybieraniu projektów do realizacji! Szczegółów najlepiej szukać na stornach internetowych miasta.
Etykiety:
aktywnie,
dzielna niewiasta,
o mnie
sobota, 7 czerwca 2014
Po pracy, po obiadku, po deszczu... wychodzi słońce
Tak było w tym tygodniu. Przy czym wieczór zwykle kończył się kolejnym deszczem. Co dzień inna temperatura i deszcz ze słońcem na zmianę. Trochę to męczące, ale też takie prawdziwe i życiowe.
Na przekór różnym piętrzącym się trudnościom nagle, po czasie melancholii i zniechęcenia do czegokolwiek, mam znów zapał. Czasem szybko gaśnie, ale jednak jest, tli się, żarzy, a momentami wybucha silnymi płomieniami. Do jedzenia, gotowania, sprzątania, prasowania, siania, podlewania i doglądania roślinek, szycia, uprawiania sportu, spotykania i rozmawiania z ludźmi... coś w środku się do tego wszystkiego uśmiecha, jakaś iskra nadziei i radości, takiej zupełnie nie zrozumiałej, nie wypracowanej własnoręcznie, niezasłużonej, a tak potrzebnej, tak wyczekiwanej, tak upragnionej.
Dobry Boże dziękuję Ci za to, tak samo jak za łzy, które dajesz, ale które sam ocierasz.
Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże!
(Ps. 42, 2)
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o mnie,
o życiu,
Słowo
wtorek, 3 czerwca 2014
Już nie długo lato
Ani się obejrzałam a wiosna przeleciała jak błyskawica. Tegoroczna nie była dla mnie najłatwiejsza, ale przecież nie warto marudzić, chodzi o to, żeby ŻYĆ w pełni, żeby nie ustawać w drodze, nawet jeśli nie zawsze starcza oddechu.
Dziś zostawiam zrobione tej wiosny, gdzieś po drodze życia, zdjęcia — uchwycone to, co dobry Bóg daje nam w obfitości, choć nie zawsze chcemy widzieć. Czasem wystarczy przemóc lenia i wyjść z domu...
Wtedy, kiedy jest trudno, kiedy zaczyna mi się wydawać, że nie ma wokół mnie nic dobrego (ach, jak ogromne to kłamstwo!), wychodzę z domu i zaczynam szukać Jego drobnych śladów, uśmiechów, prezentów specjalnie dla mnie.
![]() |
| Barwinek |
Zawsze coś znajduję :). Ktoś może powiedzieć, że jestem nieobiektywna, że ponieważ zachwycam się przyrodą, to nie trudno mi znaleźć taki „prezent”. Tymczasem On lubi zaskakiwać nawet mnie...
W ubiegłym tygodniu wracałam w niesamowitej ulewie z pracy. Jadę dwoma autobusami z przesiadką — muszę przejść przez skrzyżowanie, żeby zmienić przystanek. Stoję w tym deszczu na światłach, woda się po mnie leje (parasol zostawiłam rano w domu, bo pogoda była ciepła i bezchmurna) i podchodzi do mnie człowiek pod parasolem — Może chciałaby się Pani schować pod parasolem? Zmieści się Pani. Przeczekałam zmianę świateł i przeszłam przejście dla pieszych pod parasolem :)! Kompletnie bezsensu, bo przecież i tak byłam mokra, ale sam gest zatroskania... Bóg postawił człowieka, żeby odnowić wiarę w ludzi — dla mnie ogromny prezent!
Wierny jest Ten, który was wzywa[].
(1 Tes. 5, 24)
I na koniec jeszcze niebieska łąka :)
![]() |
| Kwitnące kosaćce błotne |
Wierny jest Ten, który was wzywa[].
(1 Tes. 5, 24)
![]() |
| Kosaćce z oddali |
I na koniec jeszcze niebieska łąka :)
![]() |
| Niebiańska łąka w pobliżu osiedla Rodziców |
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o życiu,
przyrodniczo
środa, 4 września 2013
czytam...
...o Edycie Stein. Właściwie dopiero zaczynam, ale wiem o niej nieco już od jakiegoś czasu. Święta kobieta, kobieta tak bardzo dzisiejsza, kobieta wykształcona, kobieta nauki, kobieta szukająca prawdy, kobieta odważna i bardzo kobieca.
|
Edyta Stein źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Edyta_Stein |
Dziś trafiłam na to czym według niej jest Krzyż:
- Krzyż jest drogą do komunii życia z Chrystusem: środkiem do towarzyszenia Chrystusowi na Jego drodze do Getsemani i Kalwarii;
- Krzyż nie jest celem samym w sobie, ale środkiem, by osiągnąć pełnię życia. Krzyż otwiera nam drogę do nieba i jest źródłem zmartwychwstania;
- Krzyż jest pomocą, by otworzyć serce na Boga; cierpienie oczyszcza i oddala to wszystko, co nie jest Bogiem;
- Krzyż jest jedyną drogą, by znaleźć Boga, ponieważ wprowadza w ciemność wiary i wymaga oddania się w ręcę Boga Niepojętego, ale zawsze wiernego i pełnego miłosierdzia.
| Edyta Stein już jako Teresa Benedykta od Krzyża źródło: http://www.edytastein.org.pl/pl/4-edyta-stein/2-biografia/ |
Bardzo to jest bliskie mojemu doświadczeniu cierpienia. Cierpienia, które trzeba przyjąć, ale się na nim nie zatrzymywać. Zatrzymanie i zanurzenie w rozpaczy do niczego nie prowadzi. Umniejszanie cierpienia też jest błędem. Jedno i drugie rodzi frustrację i wpadamy w pułapkę cierpiętnictwa, usprawiedliwiania siebie doznawanym cierpieniem lub pogardą dla tych, którzy sobie z cierpieniem nie radzą.
Każdy niesie swój krzyż i nie nam porównywać komu łatwiej a komu lżej. Moje doświadczenie nauczyło mnie dużego szacunku dla drugiego człowieka i jego cierpienia. Krzyże są tak różne: choroba, kalectwo, nałogi własne lub bliskich, bezdomność, bezdzietność, nieustające kłótnie ze współmałżonkiem, bezrobocie, głód, napięte relacje w pracy, przemoc, samotność, śmierć bliskiej osoby, zmęczenie... jedne cierpienia są chwilowe, inne towarzyszą nam latami. Spotykając ludzi w pracy, na ulicy, w urzędach nie wiemy przeważnie jakie zranienia i cierpienia noszą w sobie, a tak łatwo oceniamy, przyklejamy etykiety... jakim prawem? Wiem, że był czas, kiedy trudno było dostrzec uśmiech na mojej twarzy, kiedy żyłam w ogromnym napięciu i nie pamiętałam tego co robiłam 5 minut wcześniej — i wiem że mogło wyglądać to tak jakbym była ponurą bałaganiarą, kiedy nie byłam wstanie wykonać najprostszych obliczeń, kiedy wszystko leciało mi z rąk... a im bardziej się starałam nad tym zapanować, tym było gorzej... musiałam przez to przejść i bardzo jestem wdzięczna za wyrozumiałość ludzi, którzy mi wtedy towarzyszyli... Dziś sama dużo ostrożniej wydaję sądy, choć oczywiście się zdarza :).
Mój krzyż sprawił, że wiele musiałam zweryfikować w swoim życiu, że oczyszczone zostały motywacje, że wyszły na światło dzienne różne moje „chciejstwa”, moje niedostrzeganie ile dobra jest wokół. Dzięki ogromowi cierpienia, który na mnie spadł, mogłam nauczyć się dziękowania i radości z rzeczy małych i zwykłych, takich jak promienie słońca, kwiaty, uśmiech od przechodnia. Krzyż powodował i nadal powoduje wołanie „czemu ja?”, czasem też doświadczenie odrzucenia „zapomniałeś o mnie?” i łaską jest to, że mimo tych pytań można nadal wołać „Wiem, że mnie kochasz i nie opuścisz, nawet jeśli nie czuję Twojej obecności. Tobie oddaję wszystko razem z moim cierpieniem, niespełnionymi marzeniami, bólem, zranieniami, ciałem, osobami bliskimi...”. To jest niezwykłe, ja dzięki cierpieniu stałam się bardziej szczęśliwa... Cierpienie jest zaproszeniem od Pana Boga by zmieniać swoje życie.
Co jest dla mnie wciąż trudne? Cierpienie moich bliskich spowodowane moim cierpieniem, wobec którego są bezradni. Zwłaszcza cierpienie moich Rodziców. Trudno było wytrzymać ich spojrzenia pełne bólu w chwilach najtrudniejszych... Trudno też czasem zaakceptować ich nagłe rady, czasem takie bezsensownie nieporadne... i tylko już wiem, że nie trzeba się o nie złościć, bo wynikają z ich zagubienia w sytuacji bezsilności... Jakoś tak jest, że chyba najtrudniej znosić cierpienie bliskiej osoby, wtedy też często kompletnie nie wiemy jak się zachować, albo mówimy głupoty, albo omijamy niewygodne tematy, mówimy nie płacz, gdy łzy są największym lekarstwem i bać się ich nie trzeba... a ważne jest żeby być, słuchać, żeby nie trzeba było płakać samemu...
Etykiety:
czytam,
dzielna niewiasta,
o życiu,
Słowo
wtorek, 20 sierpnia 2013
po DRODZE
| W drodze (zdjęcie z 2006 roku, bo w tym nie miałam aparatu ze sobą) |
Kilka dni temu wróciłam do domu po 10 dniach marszu:
10 dni drogi po ludzku może trochę bez sensu, z bólem, zmęczeniem, niedospaniem, wysypką (przy tych upałach dopadło mnie uczulenie na opary asfaltu — nogi w czerwonych plamach i rozpalone), pęcherzami na stopach... Dość użalania!!! :)
10 dni upału (trzeba było bardzo uważać, żeby nie doprowadzić do odwodnienia i poparzeń słonecznych) i jedna noc bardzo burzliwa w namiocie (nie boję się burzy, bardzo je lubię, błyskawice i grzmoty wywołują u mnie uśmiech, ale tym razem nawet ja się czułam nieswojo).
10 dni mycia się w małej misce z wodą ze studni (jak u licha zmyć te warstwy kremu z filtrem pomieszanego z potem i kurzem?).
10 dni ciszy i modlitwy śpiewem, słuchania Słowa.
10 dni przyglądania się swoim słabościom (ach, jak nieraz złoszczą Siostry i Bracia obok, a przecież mam być jak Chrystus) i nauka pokory (bo trzeba do końca Bogu zaufać i przyjąć, że własnymi siłami tego nie da się przejść).
10 dni poznawania ludzi i ich przeróżnych historii życia.
W 10 dni można na nowo przeżyć całe swoje życie, można je obejrzeć jak pod mikroskopem. Nie byłam na pielgrzymce po raz pierwszy, nawet nie drugi. Za każdym razem jest strach, za każdym razem od nowa trzeba powiedzieć z pełnią zaufania „Panie ty prowadź”, trzeba zapomnieć o sobie i jednocześnie odkryć z Bogiem od nowa. Za każdym razem jest inaczej. Dla mnie to czas, kiedy wszystko wraca na swoje miejsce, kiedy pytania, na które nie było odpowiedzi, je otrzymują. To wracanie do DOMU. Od samej Jasnej Góry ważniejsze jest to, co po drodze — ludzie spotkani, Bracia i Siostry w drodze, Bóg który objawia się w ludziach, pogodzie, roślinach, słowie i we mnie samej.
Jest też po drodze takie miejsce obok Jasnej Góry szczególne dla grupy, w której szłam. To są Gidle, klasztor dominikański i sanktuarium Matki Boskiej Gidlskiej z malutką figurką Matki Boskiej o niezwykłej historii i słynącej cudami. Od kiedy trafiłam tam po raz pierwszy, chcę tam wracać. Kaplica w Gidlach jakoś bardzo służy przystanięciu, zamyśleniu, zatopieniu w rozmowie z Najwyższym... brzmi banalnie, bo brakuje słów...
Jest też po drodze takie miejsce obok Jasnej Góry szczególne dla grupy, w której szłam. To są Gidle, klasztor dominikański i sanktuarium Matki Boskiej Gidlskiej z malutką figurką Matki Boskiej o niezwykłej historii i słynącej cudami. Od kiedy trafiłam tam po raz pierwszy, chcę tam wracać. Kaplica w Gidlach jakoś bardzo służy przystanięciu, zamyśleniu, zatopieniu w rozmowie z Najwyższym... brzmi banalnie, bo brakuje słów...
Zostawiam jeszcze takie słowa naszej modlitwy z drogi, które bardzo mocno usłyszałam:
Błogosławcie Pana wszystkie Jego dzieła,
które by nie kwitły gdyby nie cierpienie,
błogosławcie Pana
i z księgi Judyty:
Będziemy dziękować Panu Bogu naszemu, który doświadcza nas, tak jak naszych przodków. Przypomnijcie sobie to wszystko, co On uczynił z Abrahamem, i jak doświadczył Izaaka, i co spotkało Jakuba. Jak bowiem ich poddał Bóg próbie ogniowej, by doświadczyć ich serce, tak i na nas nie zesłał kary, lecz raczej dla przestrogi karci tych, którzy zbliżają się do Niego. (Jdt. 8, 25-26a. 27)Dobrego dnia!
Etykiety:
aktywnie,
dzielna niewiasta,
o życiu,
Słowo
wtorek, 30 lipca 2013
szyję
Jestem jedną z tych osób, co potrafią trzymać w ręku igłę z nitką. Nie żeby jakieś piękności niezwykłe powstawały (jak na przykład tu), ale zacerować, przyszyć guzik, skrócić za długie nogawki, zwęzić spodnie czy spódnicę, wszyć gumkę, czy uszyć jakieś proste rzeczy umiem.
Niestety z braku czasu przeważnie mam stos rzeczy przeznaczonych do naprawy i czekających na lepszy moment. W ubiegłym tygodniu stos osiągnął rozmiary takie, że postanowiłam go trochę okiełznać. Pierwsza porcja napraw wymagała tylko ręcznych ingerencji, ale w końcu dotarłam do takich co bez maszyny to jednak trudno.
Maszynę mam od niedawna, choć w naszej rodzinie jest od dawna. Przez ostatnich przynajmniej dwadzieścia lat stała u Babci, wróciła do niej po tym jak moja Mama dostała maszynę elektryczną. Kiedyś maszyna należała do mojej Prababci. Kiedyś, jeszcze jako dziewczynka, na niej szyłam. W ubiegłym roku, jak przeprowadziliśmy się na samodzielne mieszkanie, maszyna trafiła do mnie, bo Babcia już od kilku lat nie szyje, a „Tobie może się jeszcze przyda”. Do tej pory jakoś nie składało się, żeby ją uruchomić. Maszyna ma napęd ręczny i jak musiałam na szybko przygotować zasłony do nowej sypialni, to...pojechałam do Mamy i siadłam przy maszynie elektrycznej.
Teraz mi wstyd :). Bo maszyna owszem nie jest elektryczna, ale szyje się na niej dobrze, łatwo, po prostu przyjemnie. Muszę tylko zainwestować w stopki (o ile znajdę pasujące) i spróbować poszukać dodatkowych szpulek do czółenka. Okazało się, że najtrudniejszym zadaniem było właściwe umieszczenie szpuleczki w czółenku (odpowiedniku bębenka). Metodą prób i błędów w końcu się udało. Oczywiście, że maszyna ma ograniczenia, nie posiada funkcjonalności współczesnych maszyn, ale przynajmniej na razie w zupełności zaspokaja moje potrzeby :).
A piękna jest niczym najpiękniejsza modelka. Prawdziwa z niej dama. Gdyby chodziła na spacery na pewno wkładałaby koronkowe rękawiczki i osłaniała cerę parasolką od słońca :).
Ps. Post przygotowałam w weekend. Miałam go umieścić wczoraj. Od wczoraj rana jednak sporo się zmieniło. Odeszła od nas Babcia mojego Męża. Niby byliśmy na to przygotowani, ale i tak wydaje się, że nagle. Wiem, że patrzy na nas z góry, ale po prostu tęsknię...
![]() |
| Modelka moja :) |
A piękna jest niczym najpiękniejsza modelka. Prawdziwa z niej dama. Gdyby chodziła na spacery na pewno wkładałaby koronkowe rękawiczki i osłaniała cerę parasolką od słońca :).
![]() |
| Dama przy pracy |
Ps. Post przygotowałam w weekend. Miałam go umieścić wczoraj. Od wczoraj rana jednak sporo się zmieniło. Odeszła od nas Babcia mojego Męża. Niby byliśmy na to przygotowani, ale i tak wydaje się, że nagle. Wiem, że patrzy na nas z góry, ale po prostu tęsknię...
Etykiety:
domowo,
dzielna niewiasta,
o życiu
niedziela, 16 czerwca 2013
czas gna jak szalony...
Minęły już dwa lata od momentu, kiedy mój świat wywrócił się do góry nogami, kiedy wszystko, co wydawało się mnie definiować, mnie i moje palny na przyszłość, stanęło pod znakiem zapytania. Znak zapytania nie zniknął. Mogłabym długo i namiętnie opowiadać o nieszczęściu i cierpieniu, które mnie dotknęło i dotyka prawie każdego dnia. Nie chcę. To nie ma znaczenia. Przepraszam Was moi Bliscy, bo Wiem, że nie zawsze to rozumiecie, że cierpicie widząc moje łzy. A ja tego nie chcę, złoszczę się nieraz, kiedy widzę Wasze zmartwienie nad sobą. Chcę, żebyście mimo moich łez radowali się prawdziwie razem ze mną tym co odkrywam, czego się uczę, moimi małymi zwycięstwami w sytuacji trudnej. Nie da się zaprzeczyć czy zapomnieć cierpieniu, ono po prostu jest, każdy go doświadcza, ale jak wielkie by ono nie było nie warto uczynić z niego centrum życia. Życie jest piękne, ciekawe, darowane jako skarb cenny. Warto je dobrze wykorzystać. Nie wiem co przede mną — prawdę mówiąc nikt tego nie wie. Czasem dopadają mnie strachy, ale wolę skupiać się na tym co dane i zadane jest mi na chwilę obecną. Nauczyłam się być szczęśliwa w miejscu i czasie, w którym się aktualnie znajduję. Szczęśliwa tak, jak wcześniej nie potrafiłam, doświadczam pokoju i wolności. Przestałam być niewolnikiem własnych wyobrażeń o swoim życiu, a umiem znajdować radość w tym, co jest i nadal marzyć.
Boże Dobry, dziękuję Ci za siły, żeby wstać rano, kiedy wydaje się, że nic nie ma sensu, za promienie słońca, za kwiaty, za ludzi życzliwych i tych, co uczą pokory i „miłości mimo”, za posiłki, za uśmiechy i łzy, za udaną prezentację na konferencji, za zdany egzamin, za pouczającą rozmowę z profesorem, za moich studentów, za rzeczy małe i wielkie!!! Dziękuję Ci bardzo!!! Szczególnie za opiekę przez ostatnie dwa lata!!!
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o mnie,
o życiu
sobota, 15 czerwca 2013
wiosenne cięcie - post wreszcie ukończony, ale już mocno przedawniony...
bo chyba z połowy kwietnia, ale szkoda mi go kasować.
Wiosna długo nie chciała przyjść. Chyba dlatego, razem z tą nieznośnie przedłużającą się zimą mnie też wszystko ciągnęło się w nieskończoność. Ledwo uporałam się z jednym nadchodziło kolejne. Poza tym jak nie jest łatwo, jak mi coś ciąży to mój organizm ucieka w sen... potrzebuję wtedy snu na potęgę i żadna ilość nie wydaje się za mała. Normalnie nie należę do śpiochów, ale kiedy jest ciężko, kiedy trudności się piętrzą mogłabym spać 24 godziny na dobę. Hm... jedni z kłopotów spać nie mogą, a ja jakby przeciwnie...
Wiosna długo nie chciała przyjść. Chyba dlatego, razem z tą nieznośnie przedłużającą się zimą mnie też wszystko ciągnęło się w nieskończoność. Ledwo uporałam się z jednym nadchodziło kolejne. Poza tym jak nie jest łatwo, jak mi coś ciąży to mój organizm ucieka w sen... potrzebuję wtedy snu na potęgę i żadna ilość nie wydaje się za mała. Normalnie nie należę do śpiochów, ale kiedy jest ciężko, kiedy trudności się piętrzą mogłabym spać 24 godziny na dobę. Hm... jedni z kłopotów spać nie mogą, a ja jakby przeciwnie...
W każdym razie zima poszła precz i ja też postanowiłam, że muszę bardziej postawić się przeciwnościom. Właściwie to nie muszę... chcę, chcę bardziej przeciwstawić się przeciwnościom, chcę bardziej zawalczyć o życie (nie tylko w perspektywie ziemskiej), chcę bardziej zadbać o siebie i swoje otoczenie!
Dziś zaczęłam od cięcia ...włosów a potem roślin :). Od dwóch lat miałam włosy długie, opadające na plecy i dziś je ścięłam. Moja twarz nabrała innego wyrazu, zrobiło się lżej. Choć trochę żal się zrobiło jak spojrzałam na to, co zostało na podłodze u mojej fryzjerki, to myślę sobie jednak, że to jest czas na zmiany, na to, żeby dać szansę temu co przede mną. Nie zamierzam zapominać o życiu tu i teraz. Lekcji, którą przeszłam, nigdy nie zapomnę. Ale prawdziwe życie to życie łaską chwili obecnej bez strachu, a ja się ostatnio trochę „zaskorupiłam” w postaci przetrwalnikowej. Jak ziarenko, które postanowiło nie kiełkować, bo a nuż będzie za zimno, albo za sucho, albo wody za dużo... a przecież nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby się odważyć na kiełkowanie :) inaczej żadnych kwiatków nie będzie...
Życzę udanych i pełnych odwagi wiosennych cięć!
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o mnie,
o życiu
czwartek, 9 sierpnia 2012
w piątek ważny dzień
Znowu czekanie. Trudne. Pełne obaw i nadziei zarazem.
Trochę zostałam w tym czekaniu zostawiona sama i to jeszcze trudniejsze. Czasem się zastanawiam jak to jest, że często w momentach najtrudniejszych nie można mieć blisko tych, którzy są dla nas oparciem. Wiem, że są blisko sercem, ale to zdaje się nie wystarczać. Pytam dlaczego, a odpowiedź znam zanim głośno postawię pytanie. Brzmi mniej więcej tak: bo wiem, że dasz radę, jesteś moim umiłowanym dzieckiem i jestem przy Tobie, i ty to wiesz, wiec dasz radę. Sytuacja nie boli mniej, ale można się uśmiechnąć — bo zawsze jest obok mnie Ten, który kocha.
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o mnie
sobota, 30 czerwca 2012
czekanie moje
W tym tygodniu, po przeszło roku (i dwóch bardzo długich godzinach czekania pod drzwiami we wtorek) doczekałam się czegoś ważnego :). Radość ogromna!!!
Generuje to kolejne czekanie do najbliższego piątku... a potem pewnie jeszcze dalej. Jestem pełna radości, nadziei, ale pojawiają się też obawy. Nie mogę skupić się na pracy ani usiedzieć w miejscu, nosi mnie. Jestem podekscytowana i poddenerwowana. Tego drugiego staram się, żeby było jak najmniej, choć to nie łatwe. Zbieram siły na piątek. Muszę być wypoczęta, wyspana i silna... nie, nie muszę, ale chcę i to jest ważne.
Życie sobie płynie, piorę, gotuję, sprzątam, pracuję, doglądam urządzanego mieszkania, ale to wszystko jest jakoś w tle prawdziwej walki. Gdyby nie świadomość tej walki i obecności Boga, tego że troszczy się i nieustannie nam błogosławi, pewnie bym już przestała czekać...
Czekać nie znaczy usiąść i zwiesić głowę. Znaczy mieć nadzieję, żyć tym co jest dane, wykorzystywać każdą chwilę w nadziei na... w ostateczności to i tak czekam na jedno, na ZBAWIENIE :).
Czekać nie znaczy usiąść i zwiesić głowę. Znaczy mieć nadzieję, żyć tym co jest dane, wykorzystywać każdą chwilę w nadziei na... w ostateczności to i tak czekam na jedno, na ZBAWIENIE :).
![]() |
| Światło nadziei pomaga w czekaniu :) |
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o życiu
niedziela, 17 czerwca 2012
O planach i rzeczywistości
Sobota zeszła była dokładnie zaplanowana. Raniutko zakupy warzywne, supermarketowe (w tym higieniczne). Potem przygotowanie obiadu tak, żeby jak przyjdzie pora to nie było już trzeba dużo robić. Porządki sobotnie, czyli odkurzanie, mycie podłóg. Pranie. Jazda do mieszkania urządzanego... Wieczorem pieczenie ciasta-nie-ciasta rabarbarowego. Wizyta u Babci... jeszcze po drodze rozwieszenie prania i poprasowanie tego co się nazbierało przez tydzień...
Wszystko do zrobienia! W końcu sobota jest długa...A tu nagle klops. Na liście do zrobienia odhaczone zakupy jedne i drugie. Jestem sobie w trakcie szykowania obiadu, gdy wtem słyszę bulgot. Oglądam się na kuchenkę, ale przecież jeszcze nic nie nastawiłam... chwila namysłu i galop do łazienki. Przerażenie — bulgocze mi w klozecie, tak jakby się gotowało... po chwili miska wypełnia się wodą po brzegi. Równocześnie zaczyna bulgotać w brodziku i wypływa w nim brudna woda. Myśli biegną z prędkością błyskawicy, kompletne oszołomienie. Przez moment stałam oniemiała, po czym zaczęłam wynosić co się da z łazienki. To trwało sekundę. Łazienka pusta. Woda zaczyna opadać. Uff...
Biegiem do gospodarza domu, bo przecież TO samo nie przejdzie. Woda się cofnęła, ale lada moment może być gorzej. Gospodarza nie ma. Sobota, pojechał na działkę — mówią sąsiedzi, kiwają głowami z ubolewaniem nad moją sytuacją i idą do swoich spraw. Ok., tak tego nie można zostawić. Tablica na klatce schodowej, tu musi być telefon interwencyjny. Owszem, jest cała masa telefonów do różnych działów administracji i informacja, że administracja czynna od poniedziałku do piątku w godzinach... godzin już nie czytam. Odpowiedni dział oczywiście nie odpowiada. Dziś jest sobota! Przecież nie mogę czekać do poniedziałku. Telefon do właścicielki — nie, nie mam żadnego numeru, na pewno wisi na klatce. Ta... też byłam takiego zdania, ale już nie jestem.
Internet — tu informacje o dyżurach dla wszystkich sąsiednich osiedli, a dla mojego nie ma... Czy tu nikt nigdy w soboty nie miewa takich problemów?! Dzwonię do dyżurnego sąsiedniego osiedla w nadziei, że może wskaże gdzie powinnam dzwonić. Niestety nie może mi pomóc, nie zna numeru interwencyjnego dla naszego osiedla, a że administracja niby ta sama to nie ma żadnego znaczenia, on przyjmuje zgłoszenia tylko dla rejonu X i reszta go nie interesuje.
Minęło już pół godziny od pierwszego bulgotu, w między czasie bulgotało kolejne dwa, ale ciągle woda podchodzi do krawędzi i opada w krytycznym momencie, uff... ale z każdym kolejnym razem ja coraz bardziej zdenerwowana. Ruszam na wędrówkę po sąsiadach, blok wysoki, dużo mieszkań, KTOŚ COŚ musi wiedzieć, mieć właściwy NUMER. Wiele mieszkań pustych — sobota, ludzie uciekają z miasta na weekend. Starszy pan mówi mi nie kryjąc radości, że u niego wszystko działa i że mogę sobie sodę wsypać, że to działa... a że mieszka trzy piętra nade mną i jeśli będzie używał wody to u mnie ona będzie wylewać...u niego wszystko działa, więc nie ma obawy... zaczynam źle myśleć o ludziach i żegnam pana, u którego wszystko działa.
W końcu ktoś ma numer, dzwonię i drżącym z nadziei głosem tłumaczę w czym kłopot. Sprawdzają: czy moje osiedle ma podpisaną umowę — czekam, czy ktoś może przyjechać — czekam, a skąd to zgłoszenie — przecież mówiłam na początku, przecież Pan sprawdzał czy podpisana umowa, tak ale nie pamiętam dokładnego adresu — podaję, proszę czekać, przyjedziemy do pani — czekam.
W końcu ktoś ma numer, dzwonię i drżącym z nadziei głosem tłumaczę w czym kłopot. Sprawdzają: czy moje osiedle ma podpisaną umowę — czekam, czy ktoś może przyjechać — czekam, a skąd to zgłoszenie — przecież mówiłam na początku, przecież Pan sprawdzał czy podpisana umowa, tak ale nie pamiętam dokładnego adresu — podaję, proszę czekać, przyjedziemy do pani — czekam.
Są po 20 minutach od zakończenia rozmowy, a ja czuję się tak, jakby ktoś wyłączył licznik z bomby zegarowej, do której byłam przywiązana. Sporo jeszcze czasu zajęło usuwanie problemu (nie u mnie, w piwnicy! u mnie był tylko problematyczny efekt problemu;), ale już byłam spokojna.
Plan na sobotę trzeba było zweryfikować, ale byłam w urządzanym mieszkaniu i zrobiłam tam co trzeba. Udało się też upiec (musiałam odreagować) crumble rabarbarowy — pycha!!! Dzięki Elu za linka do przepisu :). A próbowaliśmy go u Babci, gdzie spotkał się z uznaniem i potem jeszcze u znajomych dnia następnego.
Oj, ciężka była ta sobota, ale dobrze się skończyła! :)
Etykiety:
aktywnie,
domowo,
dzielna niewiasta,
gotowanie,
technicznie
piątek, 1 czerwca 2012
Zamilkłam... ale wracam :)
Zamilkłam w przenośni i dosłownie. W piątek po ostatnim poście — tak radosnym ze względu na dobre wyniki badań — dopadła mnie choroba zupełnie inna. Tydzień z wysoką temperaturą, infekcja górnych dróg oddechowych i zapalenie ropne spojówek, niemożliwość wydobycia dźwięku innego niż pisk, ból rozsadzający głowę... nie mogłam nic, nawet sama zadzwonić po lekarza :(.
Od samego początku tej choroby wróciły do mnie słowa:
„Nie jest dobrze żeby mężczyzna był sam” (Rdz. 2, 18)
Te słowa wypowiada Bóg w Ksiedze Rodzaju kiedy jeszcze nie ma kobiety. Mężczyzna jest reprezentacją człowieka. Więc Bóg mówi: „nie jest dobrze, żeby człowiek był sam”. Tak mówi do mnie Bóg w sytuacji skrajnej, trudnej, kiedy fizycznie doświadczam, że nie mogę sama, że brak mi sił, że potrzebuję drugiego człowieka, żeby podał kubek herbaty, zrobił zakupy. A ja, taka uparta „zosia-samosia”. Boże, dziękuję Ci za tych, którzy w tym czasie byli ze mną, którzy wspierali gestem, słowem, modlitwą. Dzięki, że nie jestem sama!
Od jakiegoś już czasu wróciłam do pracy i innych obowiązków. W ostatnim tygodniu zaczęłam wreszcie czuć, że siły wracają. Wcześniej wejście po schodach było trudne, noszenie czegokolwiek cięższego niemożliwe. Kaszel jeszcze się za mną ciągle wlecze, ale to już drobnostka :). Wpadam w wir pracy, uczelni, zbliżającego się nieubłaganie końca semestru studentów i mojego, urządzania łazienki i całej reszty formalizmów różnych. Kto by pomyślał, że to może cieszyć :).
Etykiety:
dzielna niewiasta,
Słowo
środa, 2 maja 2012
Radość nie tylko wiosenna
Nie wszyscy mają wolne w ten długi majowy — nie, zdecydowanie nie weekend — tydzień. Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś. Nie narzekam, lubię swoją pracę. Poza tym, tyle mam wolnego i bez brania urlopu, że całkiem mi to wystarcza, żeby cieszyć się pogodą i otoczeniem, które z dnia nadzień coraz bardziej kwitnące.
Po pracy badania. Wyniki dobre, bardzo dobre bym powiedziała. Całkiem wbrew wstępnym badaniom, które sugerowały coś innego i wymusiły dokładniejsze diagnozowanie. Wszystkie inne troski poszły w kąt, dziś cieszę się tym jednym, nic innego się nie liczy :). Następna kontrola dopiero za pół roku.
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o mnie,
przyrodniczo
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















