SZUKAJ W BLOGU

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świętowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świętowanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 maja 2017

dla Mamy...

z okazji Dnia Matki

kwiaty dla Mamy

Dziękuję Ci Mamo za to, że jesteś, za Twoją mądrość, cierpliwość i wyrozumiałość, za to, że potrafisz zwrócić uwagę szanując moją wolność, za Twoje spracowane ręce, które zawsze miały czas przytulić, za uśmiech i nadzieję, którą zarażasz, za to kim jestem, za moje życie... dziękuję Ci z całego serca!
Najlepsze u mamy
jest to
że ją mamy.
Mamy ją swoją nie cudzą.
Nie inną.
Zawsze tę samą.
I żeby nie wiem co się stało
mama zostanie mamą.

— Joanna Kulmowa

niedziela, 27 marca 2016

środa, 23 marca 2016

przedświątecznie

Po godzinach trwają coraz intensywniejsze przygotowania do Świąt, porządki domowe, dekoracje i kartki świąteczne, kulinarne przygotowania... Wstawiam kilka zdjęć z działań artystycznych. Niestety ich jakość pozostawia sporo do życzenia. Zarówno przedświąteczne prace jak i zdjęcia robiłam późną nocą, więc światła było raczej brak :)

Wycinanki...

i prawie gotowe kartki :)

poniedziałek, 14 marca 2016

Na Wielki Post II

Całe zgromadzenie zawołało głośno i wychwalało Boga, że ocala tych, co pokładają w Nim nadzieję.
(Dn. 13, 60)

niedziela, 13 marca 2016

Na Wielki Post

Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie? Otworzę też drogę na pustyni, ścieżyny na pustkowiu.
(Iz. 43 18-19)

piątek, 18 grudnia 2015

Wieczory

Moje adwentowe wieczory wyglądają ostatnio tak...


Z przyjemnością parzę herbatę w imbryku i potem nalewam w nieskończoność kolejne porcje do filiżanki. Chciałabym napisać, że popijam tak herbatę za herbatą siedząc pod ciepłym kocem z książką w ręce, ale to by było kłamstwo :).

Tworzę miły nastrój w domu przy pomocy świec, słucham adwentowych pieśni i krzątam się po domu. Prania, sprzątania nie mniej niż zwykle, a jeszcze po godzinach piekę pierniki, szykuję śledzie w zalewie, łuskam orzechy, tworzę z łupinek zawieszki choinkowe, wypisuję świąteczne kartki...

Czas adwentu to czas przygotowań, przygotowania duchowego, ale też tego bardzo przyziemnego. Czasem czuję się trochę zmęczona tymi przygotowaniami, zirytowana, że za dużo czasu poświęcam na „nieduchowe” sprawy, że daje się wkręcić w to całe świąteczne zewnętrzne zamieszanie, komercjalizacje świąt, itd.

A przecież to nie zupełnie tak. Wiele z tego, co w krzątaniu robię jest przecież z myślą o innych, o bliskich... o tym co każdy z nich w świętach lubi najbardziej: Siostra moje śledzie w zalewie, Druga Siostra syrop imbirowy, Tata nie je mięsa wiec piekę pasztet wegetariański, wszyscy kochamy pierniki drobne i duże, kartki z indywidualnymi życzeniami dla tych, co w Święta nie zobaczę, ale tak przynajmniej wiedzą, że pamiętam... i tak sobie myślę: oby w te Święta, ale też na co dzień, jak najmniej był ludzi, o których nikt nie pamięta...

czwartek, 10 grudnia 2015

z pewnym opóźnieniem...

dzielę się moim oczekiwaniem. W biegu codzienności są takie rzeczy, które pomagają się zatrzymać. Sama świadomość Adwentu nie zawsze wystarcza, u mnie jak co roku nawał pracy w biurze, w domu też się dzieje. Trudno przystanąć. Jestem wzrokowcem i często to wykorzystuję, notuję, zaznaczam, zostawiam pewne przedmioty na widoku, żeby mi przypominały.

Żeby nie przebiec Adwentu zrobiłam taką przypominajkę.

mój wieniec adwentowy

Wieniec pomaga mi przypomnieć, że to nie jest zwykły czas, że warto się zatrzymać.. Myśli w tym roku mi się kotłują, dużo niepokoju i ciągle odbija się echem pytanie co ja mogę zrobić, żeby było lepiej? A przecież każdy z nas może, małymi krokami, małymi czynami. Nie będę mówić jak naprawić świat, ani narzekać, zacznę od siebie.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

czwartek, 25 grudnia 2014

Bóg się rodzi, moc truchleje...

Zaraz obok czytania Ewangelii o Bożym Narodzeniu tą właśnie kolędą rozpoczyna się świętowanie Wigilii w domu moich Rodziców, a wcześniej Dziadków. 

Niezależnie od wieku staję oniemiała, głos mi się na moment załamuje.

Oto przychodzi do mojego życia, przychodzi do mnie i dla mnie, czy tego chcę czy nie, czy jestem daleko czy blisko. Jest. Tak Wszechmocny — Pan i Władca — i tak Bezbronny — Nowonarodzone Dzieciątko — jednocześnie. W jednej chwili wiem, że Jego Miłości potrzebuję do życia tak samo, jak powietrza. Nie da się bez niej żyć, ale też nie mogę jej zostawić dla siebie, muszę się nią dalej dzielić.

Niech Miłość zamieszka między nami. Tylko i aż tyle. Tego Wam i sobie życzę.
Bóg się rodzi, moc truchleje,
Pan niebiosów obnażony!
Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
Ma granice Nieskończony.
Wzgardzony, okryty chwałą,
Śmiertelny Król nad wiekami!
A Słowo Ciałem się stało I mieszkało między nami.

— fragment
Pieśni o Narodzeniu PańskimFranciszka Karpińskiego

niedziela, 30 marca 2014

Pierogi-party i co można zrobić z farszem, czyli naleśniki

Jeszcze w karnawale przyjaciele zaprosili nas na pierogi-party. Idea była taka, że gospodarze zapewniali ciasto na pierogi (gospodarz robi najlepsze pod słońcem ciasto na pierogi), a goście przynoszą różne farsze. Szczerze mówiąc, o szykowaniu pierogów wiem niewiele. Moja Mama jako matka pracująca nie miała czasu na takie fanaberie jak lepienie pierogów. Ten brak domowych pierogów odbijałam sobie potem już jako studentka w barach mlecznych i pierogarniach. Lubię pierogi świeżo ugotowane i takie odsmażane, praktycznie z dowolnym farszem. Ku mojej ogromnej radości pierogi są popisowym daniem mojej Teściowej. Niestety do dziś sama ciasta na pierogi robić nie umiem.

Na hasło pierogi-party ucieszyłam się bardzo i odetchnęłam z ulgą na wieść, że przynieść mamy tylko farsz, bo z ciastem, którego nigdy nie robiłam mogłoby być różnie ;).

Przewertowałam przepisy w internecie, poszłam po poradę do Mamy i dostałam od niej książeczkę Hanny Szymanderskiej „Naleśniki, pierogi, krokiety”. Zdecydowałam się na farsz kurpiowski z soczewicą:

SKŁADNIKI
  • szklanka soczewicy
  • 2 ziemniaki ugotowane w mundurkach
  • 2 duże cebule
  • 2 łyżki oleju
  • jako ugotowane na twardo
  • jajko surowe
  • majeranek
  • sól
  • świeżo mielony pieprz
WYKONANIE
Umytą i namoczoną soczewicę ugotowałam i odcedziłam. Posikaną drobno cebulę zeszkliłam na patelni i przestudziłam. Ugotowane jako drobno pokroiłam, obrałam ziemniaki i pokroiłam. Następnie ziemniaki, ugotowane jajko, cebulę i soczewicę zmieliłam w młynku. Dodałam surowe jajko, przyprawy i dokładnie wyrobiłam masę.

Farsz w naleśniku

Do pierogów nadawała się świetnie i była bardzo smaczna. Niestety wobec mnogości farszów oczywiście mnóstwo farszu zostało. Wróciłam więc ze sporą porcją farszu do domu. Problem — bo ciasta nie umiem zrobić, bo to czasochłonne a ja mam co robić, poza tym przecież nie chcę, żeby się zmarnowało. Po krótkim namyśle przyszły mi do głowy naleśniki — i to był strzał w dziesiątkę. Podałam je z kwaśną śmietaną, czego na zdjęciu niestety nie widać. Pycha!

Smażenie naleśników :)

piątek, 27 grudnia 2013

Zdjęcia okołoświateczne

Dziś moich słów będzie mało. Zamiast nich niech starczą zdjęcia z krótkimi podpisami :).

Bóg się nam narodził!

Szykowanie karpia w galarecie

Pierniki na piwie się pieką

Choinka nie choinka, bo większą część Świąt spędzamy poza domem

środa, 25 grudnia 2013

przedświątecznie i świątecznie

Taki to był bardzo wariacki czas. Nie było jak usiąść na czterech literach. Z internetu i komputera korzystałam, a owszem, całkiem intensywnie, ale tylko w celach czysto zawodowych, pracowych lub sprawdzając przepisy.

Na pisanie, czytanie dla przyjemności czasu nie było. Jak tylko udało się wyrwać od zajęć zawodowych to rzucałam się w wir domowy, sprzątania, gotowania, szykowania prezentów, pieczenia, spotkań i telefonów przedświątecznych, „sprzątania” własnego wnętrza, jednym słowem — wielkiego ogarniania, żeby przygotować do Świąt siebie, Męża, dom, jedzenie... Trochę tego było. Narzekać nie będę, bo jak to pięknie napisała Anutek (o tu) to jest szczęście. Szczęście bardzo świadome, wybrane, oczekiwane... jak to małe Dzieciątko, które dopiero co przyszło na świat. Szczęście, że jest dla kogo to wszystko robić, że są siły, że są jako takie środki, że same przygotowania nie są w tym wszystkim najważniejsze, bo Ten, na którego czekamy rodzi się, żeby nas zbawić.

Gdzieś w tym wszystkim pojawia się ból codziennego czekania, zakręci łza i głos zadrży lub załamie zwłaszcza przy składaniu życzeń. Ten ból, ta trudność i tęsknota, kiedy kogoś brakuje, to też szczęście. Niezrozumiałe, z pozoru niepotrzebne, raczej niechciane, a jednak szczęście. Dane nam Życie do przeżycia, najlepsze dla nas, choć tak często tego nie widzimy i nie chcemy zauważyć.

Całym sercem dołączam się do życzeń Anutek. Obyśmy potrafili rozpoznawać szczęście, którym jesteśmy obdarowywani każdego dnia naszego życia!

wtorek, 17 grudnia 2013

piernikowo

Nie wyobrażam sobie Adwentu bez pieczenia pierników. Nie wyobrażam też sobie, żeby pierniki, zwłaszcza te drobne, można było piec samotnie.

Dawniej piekłam z moją Mamą i Siostrami. Od kilku już lat robię to w gronie znajomych. Czasem u nich czasem u siebie, w zmieniającym się gronie. Efekty pierwszych naszych prób bywały różne. Któregoś roku pierniczki nadawały się tylko na choinkę, bo nie dało się ich pogryźć. Innego roku próbując udoskonalić przepis na lukier osiągnęłyśmy wytwór, który może i nadawałby się do czegoś gdyby nie to, że absolutnie za nic nie chciał zastygnąć i nie było wiadomo jak te setki pierników popakować tak, żeby się nie posklejały... do dziś widzę stół mojej Koleżanki założony nieschnącymi pierniczkami i naszą konsternację :).

W  tym roku pieczenie po przerwie kilkuletniej było u nas... właściwie to źle piszę... było po raz pierwszy na nowym mieszkaniu, bo poprzednie było wkrótce po ślubie, jak mieszkaliśmy jeszcze u Mamy mojego Męża. Postanowiłam się przygotować porządnie i przeprowadziłam szerokie konsultacje z moją Mamą w kwestii wyboru najlepszego przepisu — sięgnęłyśmy do sprawdzonych przepisów starego wydania Kuchni Polskiej... piszę, że starego, bo ku mojemu zdumieniu wydanie, które dostaliśmy w prezencie ślubnym, znacznie odbiega od tego, co moja Mama ma już od lat... wielu :). Póki co wygląda na to, że wybór był trafny.

Udało się wczoraj wszystko upiec, niestety rozejść się trzeba było przed lukrowaniem, bo rano do pracy. Lukrować będziemy już oddzielnie lub wcale. Jak kto woli. A tak wyglądał efekt wczorajszej pracy.

Pierniki jeszcze nie polukrowane

Ja za lukrowanie wzięłam się dziś. Tak oto, pierniczki zarumieniły się kolorami białym, różowym i czekoladowym.

Pierniki z rumieńcami :)



Jak rozgwieżdżone niebo

czwartek, 5 grudnia 2013

Adwent...

zaczął się dla mnie bardzo pracowicie i pewnie nie będzie w nim dużo czasu na zatrzymanie. A tak bym chciała. Z drugiej strony: chcieć to móc, więc może się jednak uda :).


W domu w niedzielę powstał wieniec adwentowy — tym razem ubrany berberysem...


wtorek, 3 kwietnia 2012

przygotowania do Wielkiej Nocy

Poza przygotowaniami duchowymi, które zaczęłam w Środę Popielcową — choć przyznać trzeba, że różnie mi te przygtowania wychodziły i nie wszystko tak mi się udało „posprzątać” jak planowałam — zaczęłam powoli szykować dom. 

W zeszłym tygodniu posiałam rzerzuchę. Postawiona na słonecznym parapecie wykiełkowała prawie natychmiast, rosła jak na drożdżach i teraz się już się nam pięknie zieleni.

Rzerzucha nam sie zieleni :)

W sobotę rano zakupiłam bazie i borówki. W wielkim mieście trudno je niestety nazbierać samemu. Poza tym okoliczności zmusiły mnie do załatwiania w sobotę różnych formalności, co uniemożliwiło jakiekolwiek spacery w poszukiwaniu bazi i zaczynajacych zielenieć gałązek. Pogoda zresztą była zupełnie nie spacerowa — padał na zmianę deszcz, śnieg i grad, a wiatr głowę urywał całkiem niewiosennie, więc nawet specjalnie  nie żałuję, że nie było czasu na spacer. Wieczorem zasiadłam i z zakupionych „zielenin” zrobiłam palemkę na Niedzielę Palmową — może bardziej był to wiecheć, bo lubię rośliny swobodne, więc tylko je delikatnie przewiązałam na czas Mszy. Po powrocie znowu trafiły do szklanki z wodą i sterczą sobie swobodnie na wszystkie strony :). Motyl, który siedział sobie od dłuższego czasu na abażurze lampki przefrunął na borówki i tak oto sobie teraz siedzi. O, tak właśnie! :)

Motyl zasiadł na borówkach

Od poniedziałku wziełam urlop w pracy, więc tylko muszę uczelnię i dom ogarniać. Skutkiem tego, wczoraj umyłam połowę okien — na jutro została kuchnia. Trzeba jeszcze podłogi umyć, a że Święta spędzamy  poza domem, to właściwie będzie na tyle. Reszta to pomoc u mojej Mamy — na co bardzo się cieszę, bo lubię to wspólne szykowanie.

Nasze świąteczne sterczące zieleniny

poniedziałek, 13 lutego 2012

Walentynkowo

Od samego początku bojkotowaliśmy „Walentynki”. No dobrze, może nie zupełnie. Z okazji Wspomnienia Świętego Walentego, patrona zakochanych, rokrocznie razem uczestniczyliśmy we Mszy Świętej.

W  tym roku, ponieważ wiele się w naszym życiu zmieniło i ja sama też się zmieniłam, postanowiłam troche przełamać tę tradycję i poza Mszą Świetą planuję zrobić Mężowi walentynkę. W tym celu siadłam parę dni temu z Pismem Świetym, żeby wybrać odpowiednie cytaty. Nawet nie zauważyłam jak czas mi nad tym zajęciem zleciał.

Tym, co wynalazłam chcę się podzielić:
Łaskawość i wierność spotkają się z sobą,
ucałują się sprawiedliwość i pokój. (Ps. 85, 11)
Patrz, miłuję Twoje postanowienia;
Panie, w Twojej łaskawości obdarz mnie życiem! (Ps 119, 159
Posilcie mnie plackami z rodzynek,
wzmocnijcie mnie jabłkami,
bo chora jestem z miłości. (Pnp 2, 5)
Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! (J 15, 9)
Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. (J 15, 10-11)
Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. (J 15, 13
Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa (Gal. 5, 22-23)

...mnie i mojego Męża

PS 1. Ani ja, ani Mąż nie lubimy różowego koloru, ale ten jeden raz w roku chyba można :p
PS 2.Warto pamiętać, że jutro obchodzimy też Święto świętych Cyryla i Metodego, patronów Europy. Tak sobie myślę, że warto oprócz okazywania dodwodów miłości naszym Ukochanym, choć odrobinę myśli skierować ku naszemu Staremu Kontynentowi. Ciągle mamy jakieś ale do tej naszej Europy. A to, że zbyt laicka i liberalna, kiedy indziej, że nazbyt konserwatywna i katolicka/chrześcijańska. A ona poprostu jest taka, jacy my Eropejczycy jesteśmy! Ode mnie i od Ciebie zależy jaka jest! Dlatego jutro szczególnie będę się modlić o to byśmy wszyscy mogli się w Europie czuć prawdziwie wolnymi Bożymi Dziećmi i żeby moja rodzina była świadectwem, że to jest możliwe.

wtorek, 6 grudnia 2011

Roraty

W mojej prafii niestety Roraty zaczynają się dość późno — na tyle późno, że jak mam na ósmą do pracy to nie mam jak tego połączyć :( Szczęśliwie są w tygodniu dni, kiedy nie muszę być od ósmej w pracy. Zeszły tydzień upłynął mi na załatwianiu spraw różnych i dopiero w tym tygodniu we wtorek udało mi się być na Roratach. 
Uczestnictwo w porannych maszach w ogóle ma taką cechę, że pomaga mi ustawić cały dzień we właściwym kierunku. Sprawia, że łatwiej pamiętam, że tak na prawdę każda moja praca, czynność bez Boga i nie poświęcona Bogu traci sens. Natomiast zaproszenie Boga nawet do najbardziej błahego zajęcia — choćby zamiatania podłogi — nadaje mu sens. Zajęcie, którego po ludzu nie lubię, staje się przyjemniejsze, chyba dlatego, że w  towarzystwie kochającej osoby, bo przecież taką jest Bóg! Zdecydowanie też łatwiej jest odrzucić czynności niepotrzebne, głupie, które wynikają ze słabości, lenistwa... Łatwiej dobrze zaplanować czas na odpoczynek i pracę, w sposób świadomy, z dbałością o zdrowie to fizczne, psychiczne i duchowe.
A Roraty dodatko mają niepowtarzalny urok. Zaczynają się w ciemności rozświetlonej tylko świecami i lampionami — każdy troskliwie pilnuje światła by nie zgasło. Dla mnie to jest dodatkowa zachęta i motywacja do lepszego, staranniejszego przygotowania na Boże Narodziny, z równie dużą troską jak ta kiedy pochylam się nad moją zapaloną świecą roratnią. 

sobota, 26 listopada 2011

idzie Adwent

Od dziecka lubię czas Adewntu. W pewnym sensie nawet bardziej niż same Święta. Czas oczekiwania, podekscytowania, wspólnych prac z mamą, wymyślania „dobrych uczynków” najczęsciej w postaci jakiś niespodzianek dla rodziców, dziadków. W tym czasie nawet wyrzucenie śmieci czy pozmywanie naczyń po posiłku było czymś przyjemnym, oczekiwanym — bo zdarzały się sprzeczki między mną a siostrą, której teraz kolejka. W końcu każda chciała mieć na koncie jak najwięcej dobrych uczynków :).
Czy dziś dzieci jeszcze tak rywalizują? Jechałam ostatnio autobusem i usłyszałam taki fragment rozmowy między mamą a jej córką (na oko 7-9 lat): „wiesz mamo ja bym nie chciała mieć mamy co nic niezarabia, nie kochałabym jej”. Wstrząsnęło mną, w głosie dziecka wyraźnie było słychać obrzydzenie i pogardę jak mówiła o mamie, która nic nie zarabia... Zrobiło mi się smutno i żal tej dziewczynki. Moja mama długo nie zarabiała — siedziała z nami w domu, potem zarabiała mało. Powtarzając za dziewczynką: „nie chciałabym mieć mamy, która nie miałaby czasu usiąśc z nami i robić z papieru zabawki na choinkę, piec pierniki, czytać książki, opowiadać jak to było, jak była małą dziewczynką”. Za nic, zażadne pieniądze nie oddałabym tamtego czasu. Nie jestem wrogiem pracujących mam, ale na pewno nie zarobki są wyznacznikiem dobrej mamy.

mój wieniec adwentowy

W niedzielę będzie pierwsza niedziela Adwentu. Zaczną się Roraty. Zrobiłam wieniec adwentowy, żeby jutro zapalić pierwszą świecę. Mam już przemyślane postanowienia na ten czas. Już nie mogę sie doczekać, kiedy się zacznie. Jak dziecko. Czekam na pieczenie pierników i klejenie zabawek z papieru, ale przede wszystkim czekam na Jego Narodziny poraz kolejny... choć co roku przychodzi niby tak samo, to jednak inaczej...
Ciekawe jak będzie się rodził dla mnie i dla Ciebie w tym roku?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...