SZUKAJ W BLOGU

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 maja 2017

dla Mamy...

z okazji Dnia Matki

kwiaty dla Mamy

Dziękuję Ci Mamo za to, że jesteś, za Twoją mądrość, cierpliwość i wyrozumiałość, za to, że potrafisz zwrócić uwagę szanując moją wolność, za Twoje spracowane ręce, które zawsze miały czas przytulić, za uśmiech i nadzieję, którą zarażasz, za to kim jestem, za moje życie... dziękuję Ci z całego serca!
Najlepsze u mamy
jest to
że ją mamy.
Mamy ją swoją nie cudzą.
Nie inną.
Zawsze tę samą.
I żeby nie wiem co się stało
mama zostanie mamą.

— Joanna Kulmowa

środa, 26 października 2016

Zbiory, zbiory, zbiory...

Ciągle jeszcze zbieram plony z mojego balkonu. Nie ukrywam, że mam z tego dużo satysfakcji.


Wczoraj była sałatka z listków rukoli i pomidorków, które przynoszę do domu i kładę na parapecie, żeby dojrzały, bo na dworze za zimno i za mało słońca. Przeciwnie rukola, ta ma się po prostu wspaniale, mimo chłodów i deszczów, a może właśnie dzięki nim?

środa, 12 października 2016

Kasztaniaki

Dwa tygodnie temu w drodze powrotnej do domu uwagę przykuły kasztany. Na tyle skutecznie, że cała ich gromada wylądowała w płóciennej torbie razem z książką, do czytania w komunikacji, i drobnymi zakupami.

Kasztaniaki :)

W domu przy pomocy wiertełka, kleju na gorąco, markera, wykałaczek i zapałek powstały ludziki, gąsienica, konio-pies (w każdym razie coś na czterech nogach z ogonem:), „kicacze” (takie kicające stwory)...

Czworonożne zwierzę :)

gąsienice

Czworonozne zwierzę i kicacze

A ludziki — przyjrzycie się sami — dwa uśmiechnięte i jeden zły. Pierwszy był uśmiechnięty, drugi zły... to sami rozumiecie, że pytam: czy trzeci będzie smutny? Nie, trzeci będzie jak pierwszy, też uśmiechnięty... niech tak będzie :) Im więcej uśmiechniętych na świecie, tym lepiej.

Ludki trzy... i gąsienica w tle

sobota, 6 sierpnia 2016

Bukiet późnego lata

Stało się. Za nami już połowa lata, przyroda zmienia szaty. Łąki zaczynają kwitnąć wrotyczami i nawłocią, pachną też inaczej niż wiosną czy wczesnym latem. Zapach jest jakby bardziej pełny.

Kawałek letniej łąki w domowym bukiecie

Kawałek takiego lata mam właśnie w domu :).

środa, 23 marca 2016

przedświątecznie

Po godzinach trwają coraz intensywniejsze przygotowania do Świąt, porządki domowe, dekoracje i kartki świąteczne, kulinarne przygotowania... Wstawiam kilka zdjęć z działań artystycznych. Niestety ich jakość pozostawia sporo do życzenia. Zarówno przedświąteczne prace jak i zdjęcia robiłam późną nocą, więc światła było raczej brak :)

Wycinanki...

i prawie gotowe kartki :)

piątek, 18 grudnia 2015

Wieczory

Moje adwentowe wieczory wyglądają ostatnio tak...


Z przyjemnością parzę herbatę w imbryku i potem nalewam w nieskończoność kolejne porcje do filiżanki. Chciałabym napisać, że popijam tak herbatę za herbatą siedząc pod ciepłym kocem z książką w ręce, ale to by było kłamstwo :).

Tworzę miły nastrój w domu przy pomocy świec, słucham adwentowych pieśni i krzątam się po domu. Prania, sprzątania nie mniej niż zwykle, a jeszcze po godzinach piekę pierniki, szykuję śledzie w zalewie, łuskam orzechy, tworzę z łupinek zawieszki choinkowe, wypisuję świąteczne kartki...

Czas adwentu to czas przygotowań, przygotowania duchowego, ale też tego bardzo przyziemnego. Czasem czuję się trochę zmęczona tymi przygotowaniami, zirytowana, że za dużo czasu poświęcam na „nieduchowe” sprawy, że daje się wkręcić w to całe świąteczne zewnętrzne zamieszanie, komercjalizacje świąt, itd.

A przecież to nie zupełnie tak. Wiele z tego, co w krzątaniu robię jest przecież z myślą o innych, o bliskich... o tym co każdy z nich w świętach lubi najbardziej: Siostra moje śledzie w zalewie, Druga Siostra syrop imbirowy, Tata nie je mięsa wiec piekę pasztet wegetariański, wszyscy kochamy pierniki drobne i duże, kartki z indywidualnymi życzeniami dla tych, co w Święta nie zobaczę, ale tak przynajmniej wiedzą, że pamiętam... i tak sobie myślę: oby w te Święta, ale też na co dzień, jak najmniej był ludzi, o których nikt nie pamięta...

czwartek, 10 grudnia 2015

z pewnym opóźnieniem...

dzielę się moim oczekiwaniem. W biegu codzienności są takie rzeczy, które pomagają się zatrzymać. Sama świadomość Adwentu nie zawsze wystarcza, u mnie jak co roku nawał pracy w biurze, w domu też się dzieje. Trudno przystanąć. Jestem wzrokowcem i często to wykorzystuję, notuję, zaznaczam, zostawiam pewne przedmioty na widoku, żeby mi przypominały.

Żeby nie przebiec Adwentu zrobiłam taką przypominajkę.

mój wieniec adwentowy

Wieniec pomaga mi przypomnieć, że to nie jest zwykły czas, że warto się zatrzymać.. Myśli w tym roku mi się kotłują, dużo niepokoju i ciągle odbija się echem pytanie co ja mogę zrobić, żeby było lepiej? A przecież każdy z nas może, małymi krokami, małymi czynami. Nie będę mówić jak naprawić świat, ani narzekać, zacznę od siebie.

czwartek, 26 lutego 2015

Sałatka nadchodzącej wiosny

Na początku lutego wyjęłam z szafki moją kiełkownicę i zaczęłam siać. Taki zwiastun wydłużającego się dnia i tęsknota za świeżą zieleniną. Początkowo rosły po woli, trzeba było czekać aż będą na tyle duże, żeby można było je jeść. Z dnia na dzień jednak rosną coraz szybciej. 

Z przyjemnością wkładam je do kanapek i dodaję do sałatek.

Dziś powstała szybka sałatka z różnych pozostałości.

SKŁADNIKI
  • kukurydza z puszki odcedzona (u mnie było to ok. pół puszki)
  • pomidor sparzony obrany i pokrojony w kostkę
  • mieszanka sałat (u mnie została ⅓ torebki z jakiejś innej sałatki, więc tyle zużyłam)
  • kiełki (jakie kto lubi, dziś była mieszanka Mix Vita Plus)
  • 2 łyżki śmietany (do sałatek, najlepiej takiej, co w składzie ma tylko śmietanę, bez żelatyny, mączki, itp.)
  • 4 łyżki jogurtu naturalnego
  • sól, pieprz

Sałatka nadchodzącej wiosny

WYKONANIE
Do salaterki wrzucić wszystkie warzywa. W filiżance ukręcić sos ze śmietany, jogurtu i przypraw. Wymieszany sos wlać do salaterki i wymieszać. Gotowe!

Ps. W kuchni używam właściwie tylko kiełków, które sama hoduję w kiełkownicy. Do wysiewu stosuję nasiona, które na opakowaniach mają zaznaczone, że mogą być używane na kiełki. To ważne, bo część nasion dostępnych w sklepach do wysiewu do ziemi bywa traktowana specjalnymi preparatami chroniącymi je przed szkodnikami. W ziemi, za nim roślina nam wyrośnie, substancje te się rozpuszczają i wypłukują, a od wysiewu do zbierania plonu mija sporo czasu i substancje nie stanowią już zagrożenia (choć np. rzodkiewek tak zabezpieczonych nie wysiewam również do doniczek, bo bryła ziemi jest ograniczona). Inaczej jest w przypadku wysiewu na kiełki. Zamiast sięgać po nasiona na kiełki można się pokusić również o wysiew z nasion sprzedawanych jako produkty spożywcze lub w aptekach, sklepach zielarskich — mam na myśli np. fasolkę mung, siemię lniane, soję, groch, słonecznik. Przeznaczone do jedzenia na pewno nie są zabezpieczane szkodliwą chemią :). Sama wysiewałam już taki słonecznik i siemię lniane.

czwartek, 25 grudnia 2014

Bóg się rodzi, moc truchleje...

Zaraz obok czytania Ewangelii o Bożym Narodzeniu tą właśnie kolędą rozpoczyna się świętowanie Wigilii w domu moich Rodziców, a wcześniej Dziadków. 

Niezależnie od wieku staję oniemiała, głos mi się na moment załamuje.

Oto przychodzi do mojego życia, przychodzi do mnie i dla mnie, czy tego chcę czy nie, czy jestem daleko czy blisko. Jest. Tak Wszechmocny — Pan i Władca — i tak Bezbronny — Nowonarodzone Dzieciątko — jednocześnie. W jednej chwili wiem, że Jego Miłości potrzebuję do życia tak samo, jak powietrza. Nie da się bez niej żyć, ale też nie mogę jej zostawić dla siebie, muszę się nią dalej dzielić.

Niech Miłość zamieszka między nami. Tylko i aż tyle. Tego Wam i sobie życzę.
Bóg się rodzi, moc truchleje,
Pan niebiosów obnażony!
Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
Ma granice Nieskończony.
Wzgardzony, okryty chwałą,
Śmiertelny Król nad wiekami!
A Słowo Ciałem się stało I mieszkało między nami.

— fragment
Pieśni o Narodzeniu PańskimFranciszka Karpińskiego

czwartek, 18 września 2014

nie samą sałatą żyje człowiek

Pogoda coraz bardziej jesienna. Co prawda od tygodnia jest bardzo słonecznie, ale ranki i wieczory są chłodne. Słońce niestety coraz później wschodzi i coraz wcześniej zachodzi. Mnie sałata już nie wystarcza. Sięgam po ciepłe i bardzie treściwe potrawy.

Na targu szukam warzyw jesiennych, pachnących słońcem w pełni dojrzałych. Myję, kroję i wrzucam na patelnię. Lubię zapach rozgrzanej oliwy, czosnku i cebuli, duszonych pomidorów, warzyw przypalających się na patelni grillowej.

Poza tym sięgam też po soczewicę czerwoną, zieloną, groch włoski. Nie tak dawno wypróbowałam przepis stąd. Gorąco go polecam. Sycące ciepłe danie o wyśmienitym aromacie kolendry i kuminu. W moim wykonaniu wyglądało tak :).

czwartek, 5 czerwca 2014

Moje uprawy

W tym roku ruszyłam z uprawami i zagospodarowuję balkon, i nie tylko.

Po pierwsze, dostałam w prezencie od Taty kiełkownicę. Proste naczynie ułatwiające hodowlę kiełków. Przynajmniej raz na tydzień wysiewam szalkę lub dwie i potem dodaję surowe do sałatek, kanapek, twarożku. Kiełki z twardszych nasion wrzucam na krótko (żeby trochę zmiękły) na patelnię z oliwą i czosnkiem, lekko solę — takie stanowią bardzo fajny dodatek do obiadu. Siałam już w tym roku: słonecznik, rzeżuchę, sięmię lniane, lucernę, rzodkiewkę, gotową mieszankę chińską...


Poza tym zrobiłam też zasiewy na balkon. Na razie to nie wygląda jeszcze pięknie, choć dość obiecująco. Z radością codziennie doglądam moich rosnących roślinek. Posiałam sporo ziół: bazylię czerwoną, oregano, pietruszkę, szczypiorek, lawendę, kolendrę, lubczyk... mam też już dłużej hodowane bazylię zieloną, rozmaryn i szałwię. Chciałabym jeszcze posadzić melisę i miętę. Z kwiatów będą nasturcje i aksamitki — przemieszałam je z lawendą, bo lubię w kwiatach połączenie odcieni pomarańczy z niebieskim i fioletami.

Zioła: pietruszka lawenda, kolendra, bazylia czerwona i zielona...

Ciekawa jestem co z tego wszystkiego będzie... na razie trzeba czekać :)

Kwiaty: nasturcje, aksamitki, lawenda

środa, 4 czerwca 2014

Bliny

Czasem nachodzą mnie zachcianki jedzeniowe. Potrawa zaczyna za mną chodzić i nie chce się odczepić. Trzyma się mnie tak długo, aż jej nie zrobię. Bywa tak namolna, że rzucam inne domowe prace i biegnę do sklepu po składniki. Ostatnim takim prześladującym mnie daniem były bliny. Pragnienie narastało, a ja je odrzucałam, bo miałam inne rzeczy na głowie... nic to nie dało... o godzinie 21.00 skapitulowałam i sięgnęłam po Kuchnię Polską, wyjęłam potrzebne składniki (szczęśliwie wszystko było w domu) i do dzieła!

Jednocześnie w duchu myślałam, że niezła ze mnie wariatka. Kto widział o takiej porze brać się za gotowanie... i to w tygodniu pracy, a nie w weekend, kiedy można by to odespać, kiedy czasem toczy się nocne Polaków rozmowy...

A to bohaterowie! Z kwaśną śmietaną, solą i pieprzem gorąco polecam! :)


A mój organizm? Widać wie czego chce, bo — aż dziw — nic a nic mi nie zaszkodziło to nocne jedzenie.

czwartek, 6 lutego 2014

Korzenny grejpfrut na ciepło

Na zimowe wieczory, zwłaszcza gdy za oknem szaleje wiatr, mróz i śnieg, najbardziej lubię korzenne i cytrusowe smaki.

Dawno temu (nie tak bardzo dawno, ale jednak) w ramach ślubnego prezentu dostaliśmy książkę z przepisami na desery (Wielka Księga Deserów, Wydawnictwo Prószyński i S-ka), żeby było nam słodko. Znalazłam tam przepis, który mnie zadziwił — zapiekany grejpfrut z imbirem i miodem. Grejpfrut w piekarniku?! A jednak!!!

Korzenny grejpfrut

SKŁADNIKI
  • grejpfrut (na dwie osoby jeden)
  • mielony imbir
  • miód
WYKONANIE
Owoc starannie myjemy, kroimy na pół i wyjmujemy miąższ, pozbywając się błonek. Oczyszczone skórki bedą pełniły rolę miseczek i naczyń do zapiekania. Od wewnątrz posypujemy je równomiernie imbirem, smarujemy miodem i napełniamy miąższem. Tak przygotowane połówki wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 150°C na 10 minut. Potem już tylko należy podać je na deserowych talerzykach z łyżeczkami i delektować się :). W zależności od ilości dodanego imbiru deser może słabiej lub mocniej szczypać w język :). Gorąco polecam ten deser. Jest na prawdę smaczny i rozgrzewający! Dodatkowym plusem jest piękny zapach napełniający mieszkanie.

Z okazji imienin wszystkim Dorotkom życzę wiele dobrego!

piątek, 27 grudnia 2013

Zdjęcia okołoświateczne

Dziś moich słów będzie mało. Zamiast nich niech starczą zdjęcia z krótkimi podpisami :).

Bóg się nam narodził!

Szykowanie karpia w galarecie

Pierniki na piwie się pieką

Choinka nie choinka, bo większą część Świąt spędzamy poza domem

wtorek, 17 grudnia 2013

piernikowo

Nie wyobrażam sobie Adwentu bez pieczenia pierników. Nie wyobrażam też sobie, żeby pierniki, zwłaszcza te drobne, można było piec samotnie.

Dawniej piekłam z moją Mamą i Siostrami. Od kilku już lat robię to w gronie znajomych. Czasem u nich czasem u siebie, w zmieniającym się gronie. Efekty pierwszych naszych prób bywały różne. Któregoś roku pierniczki nadawały się tylko na choinkę, bo nie dało się ich pogryźć. Innego roku próbując udoskonalić przepis na lukier osiągnęłyśmy wytwór, który może i nadawałby się do czegoś gdyby nie to, że absolutnie za nic nie chciał zastygnąć i nie było wiadomo jak te setki pierników popakować tak, żeby się nie posklejały... do dziś widzę stół mojej Koleżanki założony nieschnącymi pierniczkami i naszą konsternację :).

W  tym roku pieczenie po przerwie kilkuletniej było u nas... właściwie to źle piszę... było po raz pierwszy na nowym mieszkaniu, bo poprzednie było wkrótce po ślubie, jak mieszkaliśmy jeszcze u Mamy mojego Męża. Postanowiłam się przygotować porządnie i przeprowadziłam szerokie konsultacje z moją Mamą w kwestii wyboru najlepszego przepisu — sięgnęłyśmy do sprawdzonych przepisów starego wydania Kuchni Polskiej... piszę, że starego, bo ku mojemu zdumieniu wydanie, które dostaliśmy w prezencie ślubnym, znacznie odbiega od tego, co moja Mama ma już od lat... wielu :). Póki co wygląda na to, że wybór był trafny.

Udało się wczoraj wszystko upiec, niestety rozejść się trzeba było przed lukrowaniem, bo rano do pracy. Lukrować będziemy już oddzielnie lub wcale. Jak kto woli. A tak wyglądał efekt wczorajszej pracy.

Pierniki jeszcze nie polukrowane

Ja za lukrowanie wzięłam się dziś. Tak oto, pierniczki zarumieniły się kolorami białym, różowym i czekoladowym.

Pierniki z rumieńcami :)



Jak rozgwieżdżone niebo

czwartek, 5 grudnia 2013

Adwent...

zaczął się dla mnie bardzo pracowicie i pewnie nie będzie w nim dużo czasu na zatrzymanie. A tak bym chciała. Z drugiej strony: chcieć to móc, więc może się jednak uda :).


W domu w niedzielę powstał wieniec adwentowy — tym razem ubrany berberysem...


sobota, 23 listopada 2013

coraz dłuższe jesienne wieczory

Na poprawę nastroju w coraz dłuższe jesienne wieczory — świece, orzechy włoskie, książka i dobra herbata... marzy się jeszcze coś, może kiedyś się spełni :).


Od marzeń spełnionych chyba bardziej lubię te niespełnione. Czasem wywołują ból i tęsknotę, ale jednocześnie można na nie czekać, marzyć... a samo marzenie jest czymś bardzo, bardzo przyjemnie ekscytującym i podniecającym. Może dlatego, że jeszcze wszystko się może zdarzyć?

Mnie te długie wieczory, kiedy cierpię z braku światła, nastrajają do marzeń...

wtorek, 15 października 2013

Pomidory

Nadrabiam zaległości. Długo mnie tu nie było. Teraz nagle zintensyfikowałam swoje pisanie. A brakowało mi go, brakowało. Przede wszystkim mobilizacji do szukania chwil radosnych.

Pochłonęły mnie różne zajęcia, formalności biurokratyczne, papierologia stosowana, ganianie po urzędach, itp. Nic przyjemnego. Cieszę się, że to za mną już w dużej mierze. Nie dość, że mnie taka działalność irytuje, to jeszcze wywołuje stres. Bardzo trudno jest mi skupić myśli na czymkolwiek innym, trudno też myśli oderwać i zauważyć jak piękny jest świat wokół. Wszystko zaczyna się kręcić wokół tego i sen z oczu spędza. Żeby nie zwariować, żeby nie dać się czarnowidztwu, żeby dać ukojenie oczom, uszom i całemu ciału wyrywałam się jednak z tego świata zwariowanego i łapałam chwile słońca, śpiewu ptaków i kolorowych liści — trochę tego można było zobaczyć na zdjęciach poprzedniego postu.

Pomidory przed...

Poza tym już tradycyjnie zaczęłam szykować spiżarnie na zimę :). Przy kuchennej działalności też odpoczywam — więc łącze przyjemne z pożytecznym. Przede wszystkim pomidory. Oczywiście weekendowo, bo w tygodniu czasu na to nie ma.

...pomidory w trakcie...

Podobno staroświeckie trochę takie robienie przetworów. Często słyszę wyrazy zdziwienia i stwierdzenia, że młodzi to już się takimi rzeczami nie zajmują, że wśród moich rówieśników to trzeba by ze świecą szukać. Bzdura! Bo sama znam takie dziewczyny, co pracy przy garach się nie boją, a przetworów robią ode mnie o wiele więcej, a jakoś mocno starsze nie są :).

...pomidory po

A przepis będzie w kolejnym poście :).

wtorek, 30 lipca 2013

szyję

Jestem jedną z tych osób, co potrafią trzymać w ręku igłę z nitką. Nie żeby jakieś piękności niezwykłe powstawały (jak na przykład tu), ale zacerować, przyszyć guzik, skrócić za długie nogawki, zwęzić spodnie czy spódnicę, wszyć gumkę, czy uszyć jakieś proste rzeczy umiem.

Niestety z braku czasu przeważnie mam stos rzeczy przeznaczonych do naprawy i czekających na lepszy moment. W ubiegłym tygodniu stos osiągnął rozmiary takie, że postanowiłam go trochę okiełznać. Pierwsza porcja napraw wymagała tylko ręcznych ingerencji, ale w końcu dotarłam do takich co bez maszyny to jednak trudno.

Maszynę mam od niedawna, choć w naszej rodzinie jest od dawna. Przez ostatnich przynajmniej dwadzieścia lat stała u Babci, wróciła do niej po tym jak moja Mama dostała maszynę elektryczną. Kiedyś maszyna należała do mojej Prababci. Kiedyś, jeszcze jako dziewczynka, na niej szyłam. W ubiegłym roku, jak przeprowadziliśmy się na samodzielne mieszkanie, maszyna trafiła do mnie, bo Babcia już od kilku lat nie szyje, a „Tobie może się jeszcze przyda”. Do tej pory jakoś nie składało się, żeby ją uruchomić. Maszyna ma napęd ręczny i jak musiałam na szybko przygotować zasłony do nowej sypialni, to...pojechałam do Mamy i siadłam przy maszynie elektrycznej.

Teraz mi wstyd :). Bo maszyna owszem nie jest elektryczna, ale szyje się na niej dobrze, łatwo, po prostu przyjemnie. Muszę tylko zainwestować w stopki (o ile znajdę pasujące) i spróbować poszukać dodatkowych szpulek do czółenka. Okazało się, że najtrudniejszym zadaniem było właściwe umieszczenie szpuleczki w czółenku (odpowiedniku bębenka). Metodą prób i błędów w końcu się udało. Oczywiście, że maszyna ma ograniczenia, nie posiada funkcjonalności współczesnych maszyn, ale przynajmniej na razie w zupełności zaspokaja moje potrzeby :).

Modelka moja :)

A piękna jest niczym najpiękniejsza modelka. Prawdziwa z niej dama. Gdyby chodziła na spacery na pewno wkładałaby koronkowe rękawiczki i osłaniała cerę parasolką od słońca :).

Dama przy pracy

Ps. Post przygotowałam w weekend. Miałam go umieścić wczoraj. Od wczoraj rana jednak sporo się zmieniło. Odeszła od nas Babcia mojego Męża. Niby byliśmy na to przygotowani, ale i tak wydaje się, że nagle. Wiem, że patrzy na nas z góry, ale po prostu tęsknię...

środa, 24 października 2012

Brak mi motywacji?

Chciałabym, żeby różne sprawy układały się w moim życiu inaczej, chciałabym być trochę bardziej być odporna i nie płakać z byle powodu. Chciałabym lepiej panować nad emocjami i nie wpadać tak łatwo w stan poddenerwowania, irytacji i paniki. Bardzo mnie to irytuje, że taka jestem, ale chyba nie pozostaje mi nic innego jak to zaakceptować. Im bardziej bowiem złoszczę się na siebie, tym trudniej o opanowanie. Czuję się zmęczona (jesienna melancholia?), mało mi się chce. Pozwalam więc sobie na odpoczynek i nic-nie-robienie, a potem mam do siebie żal, że czas przecieka mi przez palce. Jakoś nie mogę złapać równowagi.

Radość i energię dają mi nieformalne spotkania z przyjaciółmi. Szkoda, że w życiu trzeba jednak robić coś jeszcze :).

A tu obiecane zdjęcia jabłkowych słoików:

Jabłkowa spiżarnia

Ps. Czy ktoś lubi pić miętę słodzoną miodem? Ostatnio mi przyszedł do głowy taki pomysł i piję namiętnie :).
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...