Ludzie są nierozumni, nielogiczni i samolubni
Kochaj ich, mimo wszystko
Jeśli czynisz dobro, to ludzie oskarżą cię o egoistyczne motywy
Czyń dobro, mimo wszystko
Jeśli odnosisz sukcesy, zyskujesz fałszywych
przyjaciół i prawdziwych wrogów
Odnoś sukcesy, mimo wszystko
Twoja dobroć zostanie zapomniana już jutro,
Czyń dobro, mimo wszystko
Szlachetność i szczerość czynią cię podatnym na zranienie
Bądź szlachetny i szczery mimo wszystko
To, co budujesz latami może runąć w ciągu jednej nocy
Buduj, mimo wszystko
Ludzie naprawdę potrzebują twojej pomocy,
mogą cię jednak zaatakować, gdy im pomagasz
Pomagaj, mimo wszystko
Dasz światu to, co masz najlepszego, a otrzymasz cios w zęby
Dawaj światu najlepsze, co masz
Mimo wszystko
— Kent M. Keith
Moje życie od pewnego czasu zamieniło się w czekanie. To czasem bywa trudne, ale mimo wszystko staram się cieszyć wspaniałym darem ŻYCIA :)
SZUKAJ W BLOGU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 28 listopada 2017
Paradoksalne przykazanie
Etykiety:
dzielna niewiasta,
marzenia,
o życiu
środa, 15 listopada 2017
Dziś taki trudny dzień ale...
Jeszcze będzie pięknie, mimo wszystko. Tylko załóż wygodne buty, bo masz do przejścia całe życie.
— Jan Paweł II
Etykiety:
dzielna niewiasta,
marzenia,
o życiu,
widziane w drodze
czwartek, 6 listopada 2014
wczoraj, dziś...
i jeszcze parę dni jestem nad morzem. Ja, kochająca góry całym moim sercem, nagle zapragnęłam wyjechać nad morze. Może to za sprawą ostatnich kłopotów i zmartwień, które mnie nawiedziły, nawiedzają i pewnie jeszcze trochę nie odpuszczą, poczułam tę nieodpartą chęć. Trochę było pod górę za nim się udało, ale jestem. Pogodę mam wymarzoną, słoneczną i ciepłą, jakiej nikt nie spodziewałby się po listopadzie.
Myślałam, że może trochę po zwiedzam — zrezygnowałam z tych planów. Zakładam buty i kurtkę, do plecaka wkładam termos i kanapki. Wędruję plażą przed siebie... Jest najcudowniej!
Ps. Spacerowałam na boso po plaży, okulary słoneczne są w użyciu i tylko kąpać się w morzu nie mam jednak odwagi :).
Myślałam, że może trochę po zwiedzam — zrezygnowałam z tych planów. Zakładam buty i kurtkę, do plecaka wkładam termos i kanapki. Wędruję plażą przed siebie... Jest najcudowniej!
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ps. Spacerowałam na boso po plaży, okulary słoneczne są w użyciu i tylko kąpać się w morzu nie mam jednak odwagi :).
Etykiety:
aktywnie,
dzielna niewiasta,
marzenia,
przyrodniczo
sobota, 23 listopada 2013
coraz dłuższe jesienne wieczory
Na poprawę nastroju w coraz dłuższe jesienne wieczory — świece, orzechy włoskie, książka i dobra herbata... marzy się jeszcze coś, może kiedyś się spełni :).
Od marzeń spełnionych chyba bardziej lubię te niespełnione. Czasem wywołują ból i tęsknotę, ale jednocześnie można na nie czekać, marzyć... a samo marzenie jest czymś bardzo, bardzo przyjemnie ekscytującym i podniecającym. Może dlatego, że jeszcze wszystko się może zdarzyć?
Mnie te długie wieczory, kiedy cierpię z braku światła, nastrajają do marzeń...
niedziela, 28 lipca 2013
po bezdrożach...
Od dziecka byłam uczona chodzenia na spacery. Pamiętam, że był taki etap, że nie bardzo widziałam w tym sens. Zadawałam pytanie dlaczego my (nasza rodzina) musimy ciągle chodzić na spacery. Prawdę mówiąc irytowały mnie te wspólne spacery, z których nie dawało się wykręcić, a przecież dużo przyjemniej byłoby bawić się z koleżankami na podwórku. Bo w lesie były mrówki, gryzły komary i gzy, piach i sosnowe igły wsypywały się do butów (pochodzę z Mazowsza i to z takiej części, gdzie w lasach są wydmy piaszczyste), można było trafić w pajęczynę, latały muchy... z drugiej jednak strony można było znaleźć poziomki, jagody, borówki, ciekawe okazy gałęzi, czasem spod nóg uciekała jaszczurka, a na drzewach można było wypatrzeć dzięcioła, wiewiórkę, sójkę... na łąkach bażanta...
Dziś sama przepadam za spacerami. Lubię zadbane parki, alejki, rabaty i altany parkowe, ale coś mnie zawsze ciągnie w stronę tej bardziej dzikiej przyrody. Z ogromną radością uciekam pod miasto, czasem nawet w bardzo jego niedalekie okolice, tylko po to, by rowerem lub pieszo przedzierać się po wertepach i bezdrożach. Nadal nie lubię komarów i piachu czy igieł w butach, ale stało się to mało ważne. Cieszy mnie zieleń niczym nieskrępowana i zapach lasu, łąki, mokradeł. Delektuję się ciszą, której nie mąci gwar rozmów, szum samochodów i hałaśliwa muzyka. Na poboczach dróg i dróżek zbieram bukiety z rosnącego zielska, żeby zabrać choć kawałek tych miejsc do domu.
Mój balkon w tym roku już zaczyna nabierać rumieńców, ale jeszcze wiele zmian go na pewno czeka i chwalić się nie bardzo jest czym. Niestety nigdy nie będzie dużym ogrodem z moich marzeń, w którym mogłabym mieć mnóstwo kwiatów i ścinać je według upodobania na bukiety do wazonów. Ach, rozmarzyłam się...
Więc dziś chwalę się zdobyczą bukietową :) okupioną pogryzieniami komarów i poparzeniami pokrzywowymi. A co tam! Raz się żyje! Pieczenie po pokrzywie szybko mija, czerwone ślady po komarach trochę wolniej (w moim przypadku trochę wolniej niż trochę i często małe nie są niestety — w piątek mimo upału zasuwałam do pracy w długich portkach, bo wstyd było pokazać nogi:), ale radość z bukietu i zapach łąki w domu rekompensują takie niedogodności, nawet niechcianych lokatorów przyniesionych w bukiecie — małe żuczki i gąsieniczki :)!
A w życiu... a w życiu nie chodzę autostradami, staram się omijać wątpliwe ścieżki i nie tracić celu. To nie zawsze jest łatwe i czasem wymaga dużej determinacji, by iść pod prąd, żeby nie poddać się nurtowi, który chce porwać w zupełnie innym kierunku. Dobrze, że w tej drodze nie jesteśmy sami!
Życzę Wam i sobie wielu pięknych, dzikich i ukwieconych bezdroży podczas wycieczek, a w życiu byśmy jak najmniej gubili się na szlaku!
![]() |
| Letnie korale |
Dziś sama przepadam za spacerami. Lubię zadbane parki, alejki, rabaty i altany parkowe, ale coś mnie zawsze ciągnie w stronę tej bardziej dzikiej przyrody. Z ogromną radością uciekam pod miasto, czasem nawet w bardzo jego niedalekie okolice, tylko po to, by rowerem lub pieszo przedzierać się po wertepach i bezdrożach. Nadal nie lubię komarów i piachu czy igieł w butach, ale stało się to mało ważne. Cieszy mnie zieleń niczym nieskrępowana i zapach lasu, łąki, mokradeł. Delektuję się ciszą, której nie mąci gwar rozmów, szum samochodów i hałaśliwa muzyka. Na poboczach dróg i dróżek zbieram bukiety z rosnącego zielska, żeby zabrać choć kawałek tych miejsc do domu.
![]() |
| Nadwiślańskie bezdroża |
Mój balkon w tym roku już zaczyna nabierać rumieńców, ale jeszcze wiele zmian go na pewno czeka i chwalić się nie bardzo jest czym. Niestety nigdy nie będzie dużym ogrodem z moich marzeń, w którym mogłabym mieć mnóstwo kwiatów i ścinać je według upodobania na bukiety do wazonów. Ach, rozmarzyłam się...
Więc dziś chwalę się zdobyczą bukietową :) okupioną pogryzieniami komarów i poparzeniami pokrzywowymi. A co tam! Raz się żyje! Pieczenie po pokrzywie szybko mija, czerwone ślady po komarach trochę wolniej (w moim przypadku trochę wolniej niż trochę i często małe nie są niestety — w piątek mimo upału zasuwałam do pracy w długich portkach, bo wstyd było pokazać nogi:), ale radość z bukietu i zapach łąki w domu rekompensują takie niedogodności, nawet niechcianych lokatorów przyniesionych w bukiecie — małe żuczki i gąsieniczki :)!
![]() |
| Bukiet z łąk nadwodnych |
A w życiu... a w życiu nie chodzę autostradami, staram się omijać wątpliwe ścieżki i nie tracić celu. To nie zawsze jest łatwe i czasem wymaga dużej determinacji, by iść pod prąd, żeby nie poddać się nurtowi, który chce porwać w zupełnie innym kierunku. Dobrze, że w tej drodze nie jesteśmy sami!
![]() |
| Bezdroża na leśnych mokradłach |
Życzę Wam i sobie wielu pięknych, dzikich i ukwieconych bezdroży podczas wycieczek, a w życiu byśmy jak najmniej gubili się na szlaku!
Etykiety:
aktywnie,
marzenia,
o życiu,
przyrodniczo
sobota, 20 października 2012
sobotnio, leniwie, jesiennie i ciepło
Wróciła ciepła jesień :). Pisałam już, że nie lubię wstawać późno w soboty. W ogóle nie lubię wstawać późno, mam potem zawsze poczucie zmarnowanego czasu. Czasem jednak trzeba — chyba — skoro organizm sam się tego domaga... Spałam dziś prawie do południa. Jak wstałam za oknem było słonecznie i ciepło. Wsiadłam na rower i odebrałam pocztę, po drodze zrobiłam część lżejszych sprawunków. Już wiem co chcę na prezent przed następnym sezonem rowerowym :) — marzy mi się kosz na rower, o taki na przykład.
W moim domu królują jabłka.
Wpadam coraz bardziej w wir uczelniany, a czas w domu pochłaniają mi zebrane w ubiegły weekend jabłka. Wydaje mi się, że ich nie ubywa. Każde gotowanie jabłek do słoików kończy się wielkim lepieniem całej kuchni i mnie samej :).
A tak prezentuje się krwawo okupiona dzika róża w mojej kuchni:
A niebawem może wreszcie uda mi się uwiecznić pełne słoiki :)
niedziela, 29 stycznia 2012
mam marzenie
Moja wirusówka przechodzi w etap kataralny — innymi słowami: leje mi się z nosa i bolą zatoki. Choć żołądkowe dolegliwości już ustały, to jeszcze jestem na diecie. Uch... w takich okolicznościach trudno cokolwiek robić, nawet czytać trudno. Nie mogę też puścić wodzy kulinarnych fantzji, żeby sobie poprawić nastrój (dieta!). Mam na to sposób, zamykam oczy i marzę.
Dziś marzę o wsi, o domku, za którego progiem rozciąga się ogród, sad, warzywniak, a dalej już tylko pola i las. Od paru lat mieszkam w bardzo dużym mieście, zawsze mieszkałam w osiedlowym bloku. Nie mam więc żadnego doświadczenia mieszkania w domku na wsi. Ale dawniej przynajmniej blisko było do prawdziwego lasu, a nie takiego jak np. nie wybrzydzjąc podwarszawski Las Kabacki. Męczy mnie miasto, jego hałas i pośpiech. Choć na codzień się w nie wtapiam i zaczynam żyć jego tempem, każdą możliwość wyrwania się z niego wykorzystuję, by znaleźć wytchnienie bliżej przyrody.
Marzę o niedużym domku z werandą, na której można by jeść śniadania. Chciałbym boso wybiegać do ogrodu, zrywać owoce i warzywa, po to by zaraz je przyrządzić lub zjeść. W zimie chciałbym przez szybę oglądać otulne chochołami krzaki róż i oszronine korony jabłoni, patrzeć jak ptaki przylatują do karmnika i słuchać jak hałasują. Nie straszne wydaje mi się odśnieżanie, pielenie, podlewanie, przycinanie.
Rzeczywistość jest na pewno mniej cudowna i pewnie nie jeden posiadacz domku marzy o wyrwaniu się z głuszy, by rzucić się w wir tętniącego miasta, o tym by nie musieć się więcej martwić jak przedostać do najbliższego sklepu przez zaspy śnieżne... ale mi taka sytacja wydaje się kompletnym spełnieniem marzeń! Niech więc sobie te marzenia płyną i proszę bardzo mi ich nie odbierać! Są nie realne i raczej naiwne (zdaję sobie z tegosprawę), ale są bardzo głęboko we mnie i moje! Nie muszą się spełniać, niech trwają sobie i niech mi osładzają życie :).
Ps. Z wieści od Mamy mojej: na przekór zimie, która już nie tylko śniegiem ale i zimnem daje o sobie znać, u moich Rodziców w wazonie rozwijają się bazie wierzbowe, które co prawda mocno stulone, ale jednak, zerwałyśmy nad Wisłą w zeszłym tygodniu mimo śniegu.
Etykiety:
marzenia,
o mnie,
o życiu,
przyrodniczo
Subskrybuj:
Posty (Atom)











