Całe zgromadzenie zawołało głośno i wychwalało Boga, że ocala tych, co pokładają w Nim nadzieję.
(Dn. 13, 60)
Moje życie od pewnego czasu zamieniło się w czekanie. To czasem bywa trudne, ale mimo wszystko staram się cieszyć wspaniałym darem ŻYCIA :)
SZUKAJ W BLOGU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowo. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 14 marca 2016
Na Wielki Post II
Etykiety:
dzielna niewiasta,
Słowo,
świętowanie
niedziela, 13 marca 2016
Na Wielki Post
Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie? Otworzę też drogę na pustyni, ścieżyny na pustkowiu.
(Iz. 43 18-19)
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o życiu,
Słowo,
świętowanie
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
czwartek, 25 grudnia 2014
Bóg się rodzi, moc truchleje...
Zaraz obok czytania Ewangelii o Bożym Narodzeniu tą właśnie kolędą rozpoczyna się świętowanie Wigilii w domu moich Rodziców, a wcześniej Dziadków.
Niezależnie od wieku staję oniemiała, głos mi się na moment załamuje.
Oto przychodzi do mojego życia, przychodzi do mnie i dla mnie, czy tego chcę czy nie, czy jestem daleko czy blisko. Jest. Tak Wszechmocny — Pan i Władca — i tak Bezbronny — Nowonarodzone Dzieciątko — jednocześnie. W jednej chwili wiem, że Jego Miłości potrzebuję do życia tak samo, jak powietrza. Nie da się bez niej żyć, ale też nie mogę jej zostawić dla siebie, muszę się nią dalej dzielić.
Niech Miłość zamieszka między nami. Tylko i aż tyle. Tego Wam i sobie życzę.
Bóg się rodzi, moc truchleje,
Pan niebiosów obnażony!
Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
Ma granice Nieskończony.
Wzgardzony, okryty chwałą,
Śmiertelny Król nad wiekami!
A Słowo Ciałem się stało I mieszkało między nami.
— fragment „Pieśni o Narodzeniu Pańskim” Franciszka Karpińskiego
Etykiety:
domowo,
Słowo,
świętowanie
wtorek, 16 września 2014
Św. Franciszek
Był taki moment, że się jakoś mocniej pojawił w moim życiu. Nie tylko ze względu na jego miłość do zwierząt, roślin, gwiazd i wszystkiego dokoła, jako tego, co stworzył Bóg... ach ten hymn, zawsze budził mój zachwyt... Kwiatki św. Franciszka też czytałam dość wcześnie. W dorosłym jednak życiu patron ten wcale nie jest taki łatwy, bo jak na przykład żyjąc w dzisiejszym świecie przyjąć dobrowolnie ubóstwo?
A jednak uciekam się do niego, szczególnie wtedy kiedy wiem, że odpowiedzi nie będą proste, ale za to pomagające ŻYĆ.
O Panie, uczyń z nas narzędzia Twojego pokoju,
Abyśmy siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść;
Wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda;
Jedność tam, gdzie panuje zwątpienie;
Nadzieje tam, gdzie panuje rozpacz;
Światło tam, gdzie panuje zmrok;
Radość tam, gdzie panuje smutek.
Spraw, abyśmy mogli,
Nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać;
Nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć;
Nie tyle szukać miłości, co kochać;
Albowiem dając, otrzymujemy;
Wybaczając zyskujemy przebaczenie,
A umierając, rodzimy się do wiecznego życia.
— św. Franciszek z Asyżu
Ta modlitwa pozwala przywrócić odpowiednie proporcje, wrócić na drogę właściwą. Przywołanie tych słów sprawia, że przestaję mieć wątpliwości, że wiem co mam robić. Przywraca pokorę życiu i miłość.
czwartek, 21 sierpnia 2014
Edyta Stein wraca do mnie
Koniec lipca minął mi na doprowadzeniu wielu spraw przed urlopem do takiego stanu, żeby nie wymagały interwencji w jego trakcie. Pierwsze dni sierpnia szykowałam się do DROGI, a potem wyruszyłam jak w ubiegłym roku. Zawsze przed wyjściem pojawia się lęk, że może tym razem się nie uda, że ból będzie zbyt duży, że zdrowie nie pozwoli... i trzeba będzie wracać do domu. Za każdym razem dopiero tuż przed wyjściem łapię oddech i mimo lęków oddaję całą Drogę Bogu. To On dodaje sił, to On prowadzi i nagle pojawia się pokój — bo na pielgrzymce o nic nie muszę się martwić, to On idzie przy mnie i dba o mnie, nic nikomu nie muszę udowadniać. Za każdym razem to doświadczenie jest inne, inne dolegliwości się pojawiają (nie ma sposobu, żeby się przed nimi zabezpieczyć), ale też za każdym razem Bóg zaskakuje swoją Miłością. Nie da się tego opisać, nie ma sensu, bo to są bardzo intymne zdarzenia między Nim a każdym z pielgrzymów i dla kogoś z boku mogą nic nie znaczyć, albo być zwyczajnie śmieszne.
Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna rusza z Warszawy szlakiem krwi — tu w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego Niemcy dokonywali masowego mordu... Świadomość, że idzie się właśnie tymi naznaczonymi okrutną historią ulicami wbija się w mózg i serce. W tym roku jakoś wyjątkowo mocno, może dlatego, że Ukraina tak niedaleko... Szłam ze ściśniętym gardłem, myśląc o tym, że już za parę dni będę szła z bólem nóg i kręgosłupa, ale to przecież nic, ten mój ból taki mały i taki śmieszny się wydał...
Tuż przed wyjściem na pielgrzymkę dostałam tekst Edyty Stein:
Jeżeli zdołasz zachować spokój,
chociażby wszyscy już go stracili, [...]
jeżeli nadal masz nadzieję, chociażby wszyscy [...] zwątpili, [...]
jeżeli umiesz czekać bez zmęczenia;
jeżeli na obelgi nie reagujesz obelgami;
i nie odpłacasz nienawiścią za nienawiść, [...]
jeżeli umiesz przyjąć sukces i porażkę,
traktując je spokojnie — bez pychy i bez załamania; [...]
kiedy spokojnie przyjmiesz ruinę tego,
co było treścią twego życia,
i pokornie zaczniesz odbudowę zużytymi już narzędziami;
jeżeli potrafisz na jednej szali położyć wszystkie twe sukcesy
i zaryzykować;
jeżeli potrafisz przegrać i zacząć wszystko od początku,
nie żaląc się, że przegrałeś;
jeżeli umiesz rozmawiać z nieuczciwymi, nie tracąc uczciwości
i spacerować z królem bez pozy i uniżoności;
jeżeli nie mogą cię zranić wrogowie ani serdeczni przyjaciele; [...]
jeżeli potrafisz korzystać z każdej minuty,
nadając wartość każdej przemijającej chwili —
Twoja jest ziemia i wszystko, co na niej
Edyta Stein, patronka Europy, zginęła w Auschwitz.
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o mnie,
o życiu,
Słowo
sobota, 7 czerwca 2014
Po pracy, po obiadku, po deszczu... wychodzi słońce
Tak było w tym tygodniu. Przy czym wieczór zwykle kończył się kolejnym deszczem. Co dzień inna temperatura i deszcz ze słońcem na zmianę. Trochę to męczące, ale też takie prawdziwe i życiowe.
Na przekór różnym piętrzącym się trudnościom nagle, po czasie melancholii i zniechęcenia do czegokolwiek, mam znów zapał. Czasem szybko gaśnie, ale jednak jest, tli się, żarzy, a momentami wybucha silnymi płomieniami. Do jedzenia, gotowania, sprzątania, prasowania, siania, podlewania i doglądania roślinek, szycia, uprawiania sportu, spotykania i rozmawiania z ludźmi... coś w środku się do tego wszystkiego uśmiecha, jakaś iskra nadziei i radości, takiej zupełnie nie zrozumiałej, nie wypracowanej własnoręcznie, niezasłużonej, a tak potrzebnej, tak wyczekiwanej, tak upragnionej.
Dobry Boże dziękuję Ci za to, tak samo jak za łzy, które dajesz, ale które sam ocierasz.
Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże!
(Ps. 42, 2)
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o mnie,
o życiu,
Słowo
wtorek, 25 lutego 2014
czytanie z 23 lutego 2014
Niedzielne czytania ciągle jeszcze we mnie drążą. Nie mogę przestać o nich myśleć. Ciemność mojej własnej sytuacji i to, co dzieje się na świecie z jednej strony. Z drugiej takie Słowo...tak bardzo oświetlające słabość i krzepiące.
Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz! Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata. Będziesz upominał bliźniego, aby nie zaciągnąć winy z jego powodu. Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz kochał bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan.
(Kpł 19, 2.17-18)
Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście. Niechaj się nikt nie łudzi. Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość. Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga. Zresztą jest napisane: "On udaremnia zamysły przebiegłych", lub także: "Wie Pan, że próżne są zamysły mędrców". Nikt przeto niech się nie chełpi z powodu ludzi.
(1 Kor 3, 16-21)
Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nastaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie. [...] Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?
(Mt 5, 39-42.44-47)
poniedziałek, 9 grudnia 2013
o zbawieniu
Niech się rozweselą pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech rozkwitnie! Niech wyda kwiaty jak lilie polne, niech się rozraduje, skacząc i wykrzykując z uciechy. Chwałą Libanu ją obdarzono, ozdobą Karmelu i Saronu. Oni zobaczą chwałę Pana, wspaniałość naszego Boga. Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto — pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by zbawić was. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie. Bo trysną zdroje wód na pustyni i strumienie na stepie; spieczona ziemia zmieni się w pojezierze, spragniony kraj w krynice wód; badyle w kryjówkach, gdzie legały szakale na trzcinę z sitowiem. Będzie tam droga czysta, którą nazwą Drogą Świętą. Nie przejdzie nią nieczysty, gdy odbywa podróż, i głupi nie będą się tam wałęsać. Nie będzie tam lwa, ni zwierz najdzikszy nie wstąpi na nią ani się tam znajdzie, ale tamtędy pójdą wyzwoleni. Odkupieni przez Pana powrócą, przybędą na Syjon z radosnym śpiewem, ze szczęściem wiecznym na twarzach: osiągną radość i szczęście, ustąpi smutek i wzdychanie.(Iz 35, 1-10)
Czasem właśnie jak ta spieczona i wyjałowiona ziemia się czuję, chyba w każdym jest taka tęsknota (czasem bardzo głęboko ukryta) za czymś większym, za Kimś, kto wypełni pustkę i nasyci pragnienie. Obietnica dana w dzisiejszych czytaniach przez Słowo napełnia mnie radością, pomaga żyć i czekać, daje nadzieję w trudzie codzienności
Oby dzień dzisiejszy był okazją do dobrego dla nas wszystkich!
Oby dzień dzisiejszy był okazją do dobrego dla nas wszystkich!
środa, 13 listopada 2013
o taką mądrość zabiegać...
Jest bowiem w Mądrości duch rozumny, święty, jedyny, wieloraki, subtelny, rączy, przenikliwy, nieskalany, jasny, niecierpiętliwy, miłujący dobro, bystry, niepowstrzymany, dobroczynny, ludzki, trwały, niezawodny, beztroski, wszechmogący i wszystkowidzący, przenikający wszelkie duchy rozumne, czyste i najsubtelniejsze. Mądrość bowiem jest ruchliwsza od wszelkiego ruchu i przez wszystko przechodzi, i przenika dzięki swej czystości. Jest bowiem tchnieniem mocy Bożej i przeczystym wypływem chwały Wszechmocnego, dlatego nic skażonego do niej nie przylgnie. Jest odblaskiem wieczystej światłości, zwierciadłem bez skazy działania Boga, obrazem Jego dobroci. Jedna jest, a wszystko może, pozostając sobą, wszystko odnawia, a przez pokolenia zstępując w dusze święte, wzbudza przyjaciół Bożych i proroków. Bóg bowiem miłuje tylko tego, kto przebywa z Mądrością. Bo ona piękniejsza niż słońce i wszelki gwiazdozbiór. Porównana ze światłością — uzyska pierwszeństwo, po tamtej bowiem nastaje noc, a Mądrości zło nie przemoże. Sięga potężnie od krańca do krańca i włada wszystkim z dobrocią.(Mdr 7, 22-8, 1)
Etykiety:
Słowo
środa, 4 września 2013
czytam...
...o Edycie Stein. Właściwie dopiero zaczynam, ale wiem o niej nieco już od jakiegoś czasu. Święta kobieta, kobieta tak bardzo dzisiejsza, kobieta wykształcona, kobieta nauki, kobieta szukająca prawdy, kobieta odważna i bardzo kobieca.
|
Edyta Stein źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Edyta_Stein |
Dziś trafiłam na to czym według niej jest Krzyż:
- Krzyż jest drogą do komunii życia z Chrystusem: środkiem do towarzyszenia Chrystusowi na Jego drodze do Getsemani i Kalwarii;
- Krzyż nie jest celem samym w sobie, ale środkiem, by osiągnąć pełnię życia. Krzyż otwiera nam drogę do nieba i jest źródłem zmartwychwstania;
- Krzyż jest pomocą, by otworzyć serce na Boga; cierpienie oczyszcza i oddala to wszystko, co nie jest Bogiem;
- Krzyż jest jedyną drogą, by znaleźć Boga, ponieważ wprowadza w ciemność wiary i wymaga oddania się w ręcę Boga Niepojętego, ale zawsze wiernego i pełnego miłosierdzia.
| Edyta Stein już jako Teresa Benedykta od Krzyża źródło: http://www.edytastein.org.pl/pl/4-edyta-stein/2-biografia/ |
Bardzo to jest bliskie mojemu doświadczeniu cierpienia. Cierpienia, które trzeba przyjąć, ale się na nim nie zatrzymywać. Zatrzymanie i zanurzenie w rozpaczy do niczego nie prowadzi. Umniejszanie cierpienia też jest błędem. Jedno i drugie rodzi frustrację i wpadamy w pułapkę cierpiętnictwa, usprawiedliwiania siebie doznawanym cierpieniem lub pogardą dla tych, którzy sobie z cierpieniem nie radzą.
Każdy niesie swój krzyż i nie nam porównywać komu łatwiej a komu lżej. Moje doświadczenie nauczyło mnie dużego szacunku dla drugiego człowieka i jego cierpienia. Krzyże są tak różne: choroba, kalectwo, nałogi własne lub bliskich, bezdomność, bezdzietność, nieustające kłótnie ze współmałżonkiem, bezrobocie, głód, napięte relacje w pracy, przemoc, samotność, śmierć bliskiej osoby, zmęczenie... jedne cierpienia są chwilowe, inne towarzyszą nam latami. Spotykając ludzi w pracy, na ulicy, w urzędach nie wiemy przeważnie jakie zranienia i cierpienia noszą w sobie, a tak łatwo oceniamy, przyklejamy etykiety... jakim prawem? Wiem, że był czas, kiedy trudno było dostrzec uśmiech na mojej twarzy, kiedy żyłam w ogromnym napięciu i nie pamiętałam tego co robiłam 5 minut wcześniej — i wiem że mogło wyglądać to tak jakbym była ponurą bałaganiarą, kiedy nie byłam wstanie wykonać najprostszych obliczeń, kiedy wszystko leciało mi z rąk... a im bardziej się starałam nad tym zapanować, tym było gorzej... musiałam przez to przejść i bardzo jestem wdzięczna za wyrozumiałość ludzi, którzy mi wtedy towarzyszyli... Dziś sama dużo ostrożniej wydaję sądy, choć oczywiście się zdarza :).
Mój krzyż sprawił, że wiele musiałam zweryfikować w swoim życiu, że oczyszczone zostały motywacje, że wyszły na światło dzienne różne moje „chciejstwa”, moje niedostrzeganie ile dobra jest wokół. Dzięki ogromowi cierpienia, który na mnie spadł, mogłam nauczyć się dziękowania i radości z rzeczy małych i zwykłych, takich jak promienie słońca, kwiaty, uśmiech od przechodnia. Krzyż powodował i nadal powoduje wołanie „czemu ja?”, czasem też doświadczenie odrzucenia „zapomniałeś o mnie?” i łaską jest to, że mimo tych pytań można nadal wołać „Wiem, że mnie kochasz i nie opuścisz, nawet jeśli nie czuję Twojej obecności. Tobie oddaję wszystko razem z moim cierpieniem, niespełnionymi marzeniami, bólem, zranieniami, ciałem, osobami bliskimi...”. To jest niezwykłe, ja dzięki cierpieniu stałam się bardziej szczęśliwa... Cierpienie jest zaproszeniem od Pana Boga by zmieniać swoje życie.
Co jest dla mnie wciąż trudne? Cierpienie moich bliskich spowodowane moim cierpieniem, wobec którego są bezradni. Zwłaszcza cierpienie moich Rodziców. Trudno było wytrzymać ich spojrzenia pełne bólu w chwilach najtrudniejszych... Trudno też czasem zaakceptować ich nagłe rady, czasem takie bezsensownie nieporadne... i tylko już wiem, że nie trzeba się o nie złościć, bo wynikają z ich zagubienia w sytuacji bezsilności... Jakoś tak jest, że chyba najtrudniej znosić cierpienie bliskiej osoby, wtedy też często kompletnie nie wiemy jak się zachować, albo mówimy głupoty, albo omijamy niewygodne tematy, mówimy nie płacz, gdy łzy są największym lekarstwem i bać się ich nie trzeba... a ważne jest żeby być, słuchać, żeby nie trzeba było płakać samemu...
Etykiety:
czytam,
dzielna niewiasta,
o życiu,
Słowo
wtorek, 20 sierpnia 2013
po DRODZE
| W drodze (zdjęcie z 2006 roku, bo w tym nie miałam aparatu ze sobą) |
Kilka dni temu wróciłam do domu po 10 dniach marszu:
10 dni drogi po ludzku może trochę bez sensu, z bólem, zmęczeniem, niedospaniem, wysypką (przy tych upałach dopadło mnie uczulenie na opary asfaltu — nogi w czerwonych plamach i rozpalone), pęcherzami na stopach... Dość użalania!!! :)
10 dni upału (trzeba było bardzo uważać, żeby nie doprowadzić do odwodnienia i poparzeń słonecznych) i jedna noc bardzo burzliwa w namiocie (nie boję się burzy, bardzo je lubię, błyskawice i grzmoty wywołują u mnie uśmiech, ale tym razem nawet ja się czułam nieswojo).
10 dni mycia się w małej misce z wodą ze studni (jak u licha zmyć te warstwy kremu z filtrem pomieszanego z potem i kurzem?).
10 dni ciszy i modlitwy śpiewem, słuchania Słowa.
10 dni przyglądania się swoim słabościom (ach, jak nieraz złoszczą Siostry i Bracia obok, a przecież mam być jak Chrystus) i nauka pokory (bo trzeba do końca Bogu zaufać i przyjąć, że własnymi siłami tego nie da się przejść).
10 dni poznawania ludzi i ich przeróżnych historii życia.
W 10 dni można na nowo przeżyć całe swoje życie, można je obejrzeć jak pod mikroskopem. Nie byłam na pielgrzymce po raz pierwszy, nawet nie drugi. Za każdym razem jest strach, za każdym razem od nowa trzeba powiedzieć z pełnią zaufania „Panie ty prowadź”, trzeba zapomnieć o sobie i jednocześnie odkryć z Bogiem od nowa. Za każdym razem jest inaczej. Dla mnie to czas, kiedy wszystko wraca na swoje miejsce, kiedy pytania, na które nie było odpowiedzi, je otrzymują. To wracanie do DOMU. Od samej Jasnej Góry ważniejsze jest to, co po drodze — ludzie spotkani, Bracia i Siostry w drodze, Bóg który objawia się w ludziach, pogodzie, roślinach, słowie i we mnie samej.
Jest też po drodze takie miejsce obok Jasnej Góry szczególne dla grupy, w której szłam. To są Gidle, klasztor dominikański i sanktuarium Matki Boskiej Gidlskiej z malutką figurką Matki Boskiej o niezwykłej historii i słynącej cudami. Od kiedy trafiłam tam po raz pierwszy, chcę tam wracać. Kaplica w Gidlach jakoś bardzo służy przystanięciu, zamyśleniu, zatopieniu w rozmowie z Najwyższym... brzmi banalnie, bo brakuje słów...
Jest też po drodze takie miejsce obok Jasnej Góry szczególne dla grupy, w której szłam. To są Gidle, klasztor dominikański i sanktuarium Matki Boskiej Gidlskiej z malutką figurką Matki Boskiej o niezwykłej historii i słynącej cudami. Od kiedy trafiłam tam po raz pierwszy, chcę tam wracać. Kaplica w Gidlach jakoś bardzo służy przystanięciu, zamyśleniu, zatopieniu w rozmowie z Najwyższym... brzmi banalnie, bo brakuje słów...
Zostawiam jeszcze takie słowa naszej modlitwy z drogi, które bardzo mocno usłyszałam:
Błogosławcie Pana wszystkie Jego dzieła,
które by nie kwitły gdyby nie cierpienie,
błogosławcie Pana
i z księgi Judyty:
Będziemy dziękować Panu Bogu naszemu, który doświadcza nas, tak jak naszych przodków. Przypomnijcie sobie to wszystko, co On uczynił z Abrahamem, i jak doświadczył Izaaka, i co spotkało Jakuba. Jak bowiem ich poddał Bóg próbie ogniowej, by doświadczyć ich serce, tak i na nas nie zesłał kary, lecz raczej dla przestrogi karci tych, którzy zbliżają się do Niego. (Jdt. 8, 25-26a. 27)Dobrego dnia!
Etykiety:
aktywnie,
dzielna niewiasta,
o życiu,
Słowo
piątek, 1 czerwca 2012
Zamilkłam... ale wracam :)
Zamilkłam w przenośni i dosłownie. W piątek po ostatnim poście — tak radosnym ze względu na dobre wyniki badań — dopadła mnie choroba zupełnie inna. Tydzień z wysoką temperaturą, infekcja górnych dróg oddechowych i zapalenie ropne spojówek, niemożliwość wydobycia dźwięku innego niż pisk, ból rozsadzający głowę... nie mogłam nic, nawet sama zadzwonić po lekarza :(.
Od samego początku tej choroby wróciły do mnie słowa:
„Nie jest dobrze żeby mężczyzna był sam” (Rdz. 2, 18)
Te słowa wypowiada Bóg w Ksiedze Rodzaju kiedy jeszcze nie ma kobiety. Mężczyzna jest reprezentacją człowieka. Więc Bóg mówi: „nie jest dobrze, żeby człowiek był sam”. Tak mówi do mnie Bóg w sytuacji skrajnej, trudnej, kiedy fizycznie doświadczam, że nie mogę sama, że brak mi sił, że potrzebuję drugiego człowieka, żeby podał kubek herbaty, zrobił zakupy. A ja, taka uparta „zosia-samosia”. Boże, dziękuję Ci za tych, którzy w tym czasie byli ze mną, którzy wspierali gestem, słowem, modlitwą. Dzięki, że nie jestem sama!
Od jakiegoś już czasu wróciłam do pracy i innych obowiązków. W ostatnim tygodniu zaczęłam wreszcie czuć, że siły wracają. Wcześniej wejście po schodach było trudne, noszenie czegokolwiek cięższego niemożliwe. Kaszel jeszcze się za mną ciągle wlecze, ale to już drobnostka :). Wpadam w wir pracy, uczelni, zbliżającego się nieubłaganie końca semestru studentów i mojego, urządzania łazienki i całej reszty formalizmów różnych. Kto by pomyślał, że to może cieszyć :).
Etykiety:
dzielna niewiasta,
Słowo
czwartek, 26 kwietnia 2012
poweekendowo
Jak niezwykły dany był mi ten weekend! Odpoczęłam, tak prawdziwie. Słońce i coraz więcej zieleni za oknem sprawiają, że dużo łatwiej jest BYĆ. Czuję jakby ktoś przywrócił mi umiejętność oddychania, już się nie duszę w moich ciemnych myślach. Niby nic się nie zmieniło, sytuacja tak samo trudna, a jednak.
„Niechaj Cię Panie wielbią wszystkie Twoje dzieła!”
Może uda mi się trochę po fotografować? To podzieliłabym się tym, co mnie tak cieszy... zobaczymy :) trzeba znaleźć czas i zrezygnować z roweru, bo trudno jedno z drugim połączyć :).
Etykiety:
aktywnie,
o życiu,
przyrodniczo,
Słowo
niedziela, 15 kwietnia 2012
Weekendowo i deszczowo
Dziś paskudna pogoda była, okropna wręcz. Nie wiem właściwie co ona sobie myśli, że tak paskudnie robi się w weekend...
A ja na przekór pogodzie nie chcę się poddać smętom i deszczom. W sobotę udało mi się spacerować po lesie — między deszczem a deszczem, nawet trochę słonća wyjrzało :). Zgłodniałam tak na tym spacerze, że zamarzył mi się chleb. Wreszcie udało mi się okiełznać mój gazowy piekarnik i... zdecydowałam tym razem zrobić chleb z dodatkami. Miał być z żółtym serem. Niestety okazało się, że w lodówce jest go zdecydowanie za mało. Tym sposobem dorzuciłam oprócz odrobiny sera ziaren słonecznika i trochę czarnuszki. Ziarenka słonecznika mam zawsze pod ręką! Przepadam za prażonymi ziarenkami — prażę je sama wrzucając na suchą patelnię (powinna być aluminiowa lub stalowa, bo teflon nie lubi grzania na sucho) i na koniec soląc solą morską. Wcinam je maniakalnie czytając książki, siedząc przed komputerem, pisząc i sprawdzając prace studenckie... Bez słonecznika ani rusz :).
Wczoraj chleb nastawiłam wieczorem, dziś rano upiekłam i nie ma go już prawie wcale. Piękny był, rumiany i nieprzypalony.
Poza pieczniem zdecydowałam się też wybrać na rower. Tak, wiem, deszcz. Zaczynałam jednak świrować w domu i to było najlepsze lekarstwo. Zmęczenie i przemoczenie sprawiły, że wszystkie ciemne i głupie myśli poszły w kąt a ja znów wierzę, że moje życie nie jest beznadziejne. Kondycję fizyczną mam fatalną, ledwo się wlokę na rowerze, ale co tam. Najważniejsze, że sprawiło mi to masę przyjemności. Ach, jak cudnie jest czuć zmęczenie fizyczne. Jedyną dużą niewygodą były kompletnie zaparowane okulary :/.
Przede mną kolejny ciężki tydzień pracy, uczelni, spraw różnych i wizyt lekarskich. Tak bardzo chciałbym, żeby te ostatnie były już za mną...
A dziś, kolejny dzień ze św. Teresą Benedyktą od Krzyża i takie słowa:
Nie pragnę niczego innego nad to, by wola Boża wypełniła się we mnie. Od Boga zależy, jak długo mnie tu pozostawi i co będzie potem. (...) Wówczas wszystko jest dobrze i nie trzeba się niczym martwić.
poniedziałek, 13 lutego 2012
Walentynkowo
Od samego początku bojkotowaliśmy „Walentynki”. No dobrze, może nie zupełnie. Z okazji Wspomnienia Świętego Walentego, patrona zakochanych, rokrocznie razem uczestniczyliśmy we Mszy Świętej.
Tym, co wynalazłam chcę się podzielić:
W tym roku, ponieważ wiele się w naszym życiu zmieniło i ja sama też się zmieniłam, postanowiłam troche przełamać tę tradycję i poza Mszą Świetą planuję zrobić Mężowi walentynkę. W tym celu siadłam parę dni temu z Pismem Świetym, żeby wybrać odpowiednie cytaty. Nawet nie zauważyłam jak czas mi nad tym zajęciem zleciał.
Tym, co wynalazłam chcę się podzielić:
Łaskawość i wierność spotkają się z sobą,
ucałują się sprawiedliwość i pokój. (Ps. 85, 11)
Patrz, miłuję Twoje postanowienia;
Panie, w Twojej łaskawości obdarz mnie życiem! (Ps 119, 159)
Posilcie mnie plackami z rodzynek,
wzmocnijcie mnie jabłkami,
bo chora jestem z miłości. (Pnp 2, 5)
Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! (J 15, 9)
Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. (J 15, 10-11)
Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. (J 15, 13)
Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa (Gal. 5, 22-23)
![]() |
| ...mnie i mojego Męża |
PS 1. Ani ja, ani Mąż nie lubimy różowego koloru, ale ten jeden raz w roku chyba można :p
PS 2.Warto pamiętać, że jutro obchodzimy też Święto świętych Cyryla i Metodego, patronów Europy. Tak sobie myślę, że warto oprócz okazywania dodwodów miłości naszym Ukochanym, choć odrobinę myśli skierować ku naszemu Staremu Kontynentowi. Ciągle mamy jakieś ale do tej naszej Europy. A to, że zbyt laicka i liberalna, kiedy indziej, że nazbyt konserwatywna i katolicka/chrześcijańska. A ona poprostu jest taka, jacy my Eropejczycy jesteśmy! Ode mnie i od Ciebie zależy jaka jest! Dlatego jutro szczególnie będę się modlić o to byśmy wszyscy mogli się w Europie czuć prawdziwie wolnymi Bożymi Dziećmi i żeby moja rodzina była świadectwem, że to jest możliwe.
Etykiety:
o życiu,
plastycznie,
Słowo,
świętowanie
Subskrybuj:
Posty (Atom)

