Ludzie są nierozumni, nielogiczni i samolubni
Kochaj ich, mimo wszystko
Jeśli czynisz dobro, to ludzie oskarżą cię o egoistyczne motywy
Czyń dobro, mimo wszystko
Jeśli odnosisz sukcesy, zyskujesz fałszywych
przyjaciół i prawdziwych wrogów
Odnoś sukcesy, mimo wszystko
Twoja dobroć zostanie zapomniana już jutro,
Czyń dobro, mimo wszystko
Szlachetność i szczerość czynią cię podatnym na zranienie
Bądź szlachetny i szczery mimo wszystko
To, co budujesz latami może runąć w ciągu jednej nocy
Buduj, mimo wszystko
Ludzie naprawdę potrzebują twojej pomocy,
mogą cię jednak zaatakować, gdy im pomagasz
Pomagaj, mimo wszystko
Dasz światu to, co masz najlepszego, a otrzymasz cios w zęby
Dawaj światu najlepsze, co masz
Mimo wszystko
— Kent M. Keith
Moje życie od pewnego czasu zamieniło się w czekanie. To czasem bywa trudne, ale mimo wszystko staram się cieszyć wspaniałym darem ŻYCIA :)
SZUKAJ W BLOGU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o życiu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o życiu. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 28 listopada 2017
Paradoksalne przykazanie
Etykiety:
dzielna niewiasta,
marzenia,
o życiu
środa, 15 listopada 2017
Dziś taki trudny dzień ale...
Jeszcze będzie pięknie, mimo wszystko. Tylko załóż wygodne buty, bo masz do przejścia całe życie.
— Jan Paweł II
Etykiety:
dzielna niewiasta,
marzenia,
o życiu,
widziane w drodze
niedziela, 13 marca 2016
Na Wielki Post
Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie? Otworzę też drogę na pustyni, ścieżyny na pustkowiu.
(Iz. 43 18-19)
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o życiu,
Słowo,
świętowanie
piątek, 18 grudnia 2015
Wieczory
Moje adwentowe wieczory wyglądają ostatnio tak...
![]() |
Z przyjemnością parzę herbatę w imbryku i potem nalewam w nieskończoność kolejne porcje do filiżanki. Chciałabym napisać, że popijam tak herbatę za herbatą siedząc pod ciepłym kocem z książką w ręce, ale to by było kłamstwo :).
Tworzę miły nastrój w domu przy pomocy świec, słucham adwentowych pieśni i krzątam się po domu. Prania, sprzątania nie mniej niż zwykle, a jeszcze po godzinach piekę pierniki, szykuję śledzie w zalewie, łuskam orzechy, tworzę z łupinek zawieszki choinkowe, wypisuję świąteczne kartki...
Czas adwentu to czas przygotowań, przygotowania duchowego, ale też tego bardzo przyziemnego. Czasem czuję się trochę zmęczona tymi przygotowaniami, zirytowana, że za dużo czasu poświęcam na „nieduchowe” sprawy, że daje się wkręcić w to całe świąteczne zewnętrzne zamieszanie, komercjalizacje świąt, itd.
A przecież to nie zupełnie tak. Wiele z tego, co w krzątaniu robię jest przecież z myślą o innych, o bliskich... o tym co każdy z nich w świętach lubi najbardziej: Siostra moje śledzie w zalewie, Druga Siostra syrop imbirowy, Tata nie je mięsa wiec piekę pasztet wegetariański, wszyscy kochamy pierniki drobne i duże, kartki z indywidualnymi życzeniami dla tych, co w Święta nie zobaczę, ale tak przynajmniej wiedzą, że pamiętam... i tak sobie myślę: oby w te Święta, ale też na co dzień, jak najmniej był ludzi, o których nikt nie pamięta...
Etykiety:
domowo,
o życiu,
świętowanie
niedziela, 10 maja 2015
Bagno Całowanie i kaczeńce
Rzeczywistość wciąga, zagarnia, pochłania, lubi robić niespodzianki, nie zawsze takie, jakich byśmy sobie życzyli. Między pracą i obowiązkami wykradam chwile na zamyślenie, modlitwę i spacer. Myślę, że każdy potrzebuje zatrzymania i zadumania, choć na moment. Ja jeszcze lubię te przelotne myśli i rozważania spisać, przekazać dalej... nie zawsze jest czas. Łapię oddech, robię zdjęcia, w pamięci staram się zachować to, co ważne. Czasem notuję na jakiś skrawkach papieru, żeby nie umknęło, żeby potem umieścić tu na blogu, lub tylko w moim, tym najbardziej osobistym, notatniku.
Mam dużo zaległości. Życie wiruje wokół mnie, czasem przygniata, czasem wynosi pod niebiosa. Ważne chyba jest, żeby być tu i teraz, tu gdzie postawił Bóg i poddać się Jego woli. A plany i nadzieje? On Sam je przed nami odkrywa, najlepsze, najdziwniejsze, najbardziej zaskakujące... nie będę już więcej jęczeć nad tym, co się nie spełniło, nie stało, nie zrobiło, nie było! Chcę iść na przód, razem z Nim za rękę, byle do Nieba, choćby po drodze miały być osty!
A poniżej zdjęcia ze spaceru, chwil wyrwanych rzeczywistości, by nacieszyć się prezentem pięknej przyrody — Bagno Całowanie i kaczeńce. :)
![]() |
| Bagno Całowanie |
Etykiety:
aktywnie,
o życiu,
przyrodniczo
środa, 25 lutego 2015
Zupa z ciecierzycy
Życie sobie pędzi. Nie zawsze drogami, którymi byśmy chcieli. Czasem potrafi nas przeczołgać niczym po poligonie. Trudno. A może właśnie wcale nie trudno, może dobrze, może właśnie takiej zaprawy nam potrzeba, żebyśmy się stawali coraz lepsi, wrażliwsi... Nie wiem, nie pytam, po prostu czekam, czuwam i staram się jak najbardziej BYĆ.
Dziś szybko, z potrzeby zaspokojenia głodu i nie marnowania tego co w domu jest powstała zupa. Wczoraj wieczorem namoczyłam cieciorkę. Dziś po powrocie ją ugotowałam (30 minut, ale trochę to było za długo, bo ciut mi się rozgotowała — swoją drogą to dziwaczne, bo jak gotuję na hummus to nigdy mi się tak rozgotować nie chce). Oddzielnie przygotowałam litr rosołu z kostki (lepszy na pewno byłby wywar domowy), dodałam trzy łyżki koncentratu pomidorowego, wrzuciłam ugotowaną odcedzoną cieciorkę, dodałam pieprzu i tymianku do smaku. W czasie kiedy zupa się gotowała ukręciłam z jednego jajka i 5-6 łyżek mąki ciasto na lane kluski (ilość mąki zależy bardzo od wielkości jajka, ciasto ma być gęste ale jednak lejące...nie wiem jak to wytłumaczyć..). Na mocno gotującą się zupę cienkim strumieniem wylałam ciasto mieszając jednocześnie w garnku, przykryłam pokrywką, zmniejszyłam ogień i pozwoliłam tak się pogotować zupie około 3 minuty. Gotowe!
poniedziałek, 22 września 2014
Piękna...
jest wreszcie gotowa. Trochę czasu to zajęło. Nawet nie chodzi o to, że taka pracochłonna, tylko ciężko było znaleźć czas na szycie.
W sumie to jest na ostatnią chwilę. Na zakończenie tego letniego sezonu i będzie na przyszłe lato...
Może... bo przecież nikt nie wie, co będzie jutro, a co dopiero za rok :). Kiedyś mnie ta „niewiadomość” paraliżowała, nie wiedziałam co z nią począć. Była tym, co najbardziej niechciane. Dziś już jest inaczej, dzisiaj cieszy mnie każda niespodzianka dnia dzisiejszego, każdy nowy poranek, każdy nowo spotkany człowiek. Każda chwila życia jest przecież darem, niezasłużonym, każdy oddech tak samo. Cieszę się tym co jest i przestałam się bać tego, co może być. Pragnę tylko, żeby każda przyszłość zastawała mnie coraz bliżej Boga...
Może... bo przecież nikt nie wie, co będzie jutro, a co dopiero za rok :). Kiedyś mnie ta „niewiadomość” paraliżowała, nie wiedziałam co z nią począć. Była tym, co najbardziej niechciane. Dziś już jest inaczej, dzisiaj cieszy mnie każda niespodzianka dnia dzisiejszego, każdy nowy poranek, każdy nowo spotkany człowiek. Każda chwila życia jest przecież darem, niezasłużonym, każdy oddech tak samo. Cieszę się tym co jest i przestałam się bać tego, co może być. Pragnę tylko, żeby każda przyszłość zastawała mnie coraz bliżej Boga...
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o życiu,
szycie
wtorek, 16 września 2014
Św. Franciszek
Był taki moment, że się jakoś mocniej pojawił w moim życiu. Nie tylko ze względu na jego miłość do zwierząt, roślin, gwiazd i wszystkiego dokoła, jako tego, co stworzył Bóg... ach ten hymn, zawsze budził mój zachwyt... Kwiatki św. Franciszka też czytałam dość wcześnie. W dorosłym jednak życiu patron ten wcale nie jest taki łatwy, bo jak na przykład żyjąc w dzisiejszym świecie przyjąć dobrowolnie ubóstwo?
A jednak uciekam się do niego, szczególnie wtedy kiedy wiem, że odpowiedzi nie będą proste, ale za to pomagające ŻYĆ.
O Panie, uczyń z nas narzędzia Twojego pokoju,
Abyśmy siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść;
Wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda;
Jedność tam, gdzie panuje zwątpienie;
Nadzieje tam, gdzie panuje rozpacz;
Światło tam, gdzie panuje zmrok;
Radość tam, gdzie panuje smutek.
Spraw, abyśmy mogli,
Nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać;
Nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć;
Nie tyle szukać miłości, co kochać;
Albowiem dając, otrzymujemy;
Wybaczając zyskujemy przebaczenie,
A umierając, rodzimy się do wiecznego życia.
— św. Franciszek z Asyżu
Ta modlitwa pozwala przywrócić odpowiednie proporcje, wrócić na drogę właściwą. Przywołanie tych słów sprawia, że przestaję mieć wątpliwości, że wiem co mam robić. Przywraca pokorę życiu i miłość.
czwartek, 21 sierpnia 2014
Edyta Stein wraca do mnie
Koniec lipca minął mi na doprowadzeniu wielu spraw przed urlopem do takiego stanu, żeby nie wymagały interwencji w jego trakcie. Pierwsze dni sierpnia szykowałam się do DROGI, a potem wyruszyłam jak w ubiegłym roku. Zawsze przed wyjściem pojawia się lęk, że może tym razem się nie uda, że ból będzie zbyt duży, że zdrowie nie pozwoli... i trzeba będzie wracać do domu. Za każdym razem dopiero tuż przed wyjściem łapię oddech i mimo lęków oddaję całą Drogę Bogu. To On dodaje sił, to On prowadzi i nagle pojawia się pokój — bo na pielgrzymce o nic nie muszę się martwić, to On idzie przy mnie i dba o mnie, nic nikomu nie muszę udowadniać. Za każdym razem to doświadczenie jest inne, inne dolegliwości się pojawiają (nie ma sposobu, żeby się przed nimi zabezpieczyć), ale też za każdym razem Bóg zaskakuje swoją Miłością. Nie da się tego opisać, nie ma sensu, bo to są bardzo intymne zdarzenia między Nim a każdym z pielgrzymów i dla kogoś z boku mogą nic nie znaczyć, albo być zwyczajnie śmieszne.
Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna rusza z Warszawy szlakiem krwi — tu w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego Niemcy dokonywali masowego mordu... Świadomość, że idzie się właśnie tymi naznaczonymi okrutną historią ulicami wbija się w mózg i serce. W tym roku jakoś wyjątkowo mocno, może dlatego, że Ukraina tak niedaleko... Szłam ze ściśniętym gardłem, myśląc o tym, że już za parę dni będę szła z bólem nóg i kręgosłupa, ale to przecież nic, ten mój ból taki mały i taki śmieszny się wydał...
Tuż przed wyjściem na pielgrzymkę dostałam tekst Edyty Stein:
Jeżeli zdołasz zachować spokój,
chociażby wszyscy już go stracili, [...]
jeżeli nadal masz nadzieję, chociażby wszyscy [...] zwątpili, [...]
jeżeli umiesz czekać bez zmęczenia;
jeżeli na obelgi nie reagujesz obelgami;
i nie odpłacasz nienawiścią za nienawiść, [...]
jeżeli umiesz przyjąć sukces i porażkę,
traktując je spokojnie — bez pychy i bez załamania; [...]
kiedy spokojnie przyjmiesz ruinę tego,
co było treścią twego życia,
i pokornie zaczniesz odbudowę zużytymi już narzędziami;
jeżeli potrafisz na jednej szali położyć wszystkie twe sukcesy
i zaryzykować;
jeżeli potrafisz przegrać i zacząć wszystko od początku,
nie żaląc się, że przegrałeś;
jeżeli umiesz rozmawiać z nieuczciwymi, nie tracąc uczciwości
i spacerować z królem bez pozy i uniżoności;
jeżeli nie mogą cię zranić wrogowie ani serdeczni przyjaciele; [...]
jeżeli potrafisz korzystać z każdej minuty,
nadając wartość każdej przemijającej chwili —
Twoja jest ziemia i wszystko, co na niej
Edyta Stein, patronka Europy, zginęła w Auschwitz.
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o mnie,
o życiu,
Słowo
sobota, 7 czerwca 2014
Po pracy, po obiadku, po deszczu... wychodzi słońce
Tak było w tym tygodniu. Przy czym wieczór zwykle kończył się kolejnym deszczem. Co dzień inna temperatura i deszcz ze słońcem na zmianę. Trochę to męczące, ale też takie prawdziwe i życiowe.
Na przekór różnym piętrzącym się trudnościom nagle, po czasie melancholii i zniechęcenia do czegokolwiek, mam znów zapał. Czasem szybko gaśnie, ale jednak jest, tli się, żarzy, a momentami wybucha silnymi płomieniami. Do jedzenia, gotowania, sprzątania, prasowania, siania, podlewania i doglądania roślinek, szycia, uprawiania sportu, spotykania i rozmawiania z ludźmi... coś w środku się do tego wszystkiego uśmiecha, jakaś iskra nadziei i radości, takiej zupełnie nie zrozumiałej, nie wypracowanej własnoręcznie, niezasłużonej, a tak potrzebnej, tak wyczekiwanej, tak upragnionej.
Dobry Boże dziękuję Ci za to, tak samo jak za łzy, które dajesz, ale które sam ocierasz.
Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże!
(Ps. 42, 2)
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o mnie,
o życiu,
Słowo
wtorek, 3 czerwca 2014
Już nie długo lato
Ani się obejrzałam a wiosna przeleciała jak błyskawica. Tegoroczna nie była dla mnie najłatwiejsza, ale przecież nie warto marudzić, chodzi o to, żeby ŻYĆ w pełni, żeby nie ustawać w drodze, nawet jeśli nie zawsze starcza oddechu.
Dziś zostawiam zrobione tej wiosny, gdzieś po drodze życia, zdjęcia — uchwycone to, co dobry Bóg daje nam w obfitości, choć nie zawsze chcemy widzieć. Czasem wystarczy przemóc lenia i wyjść z domu...
Wtedy, kiedy jest trudno, kiedy zaczyna mi się wydawać, że nie ma wokół mnie nic dobrego (ach, jak ogromne to kłamstwo!), wychodzę z domu i zaczynam szukać Jego drobnych śladów, uśmiechów, prezentów specjalnie dla mnie.
![]() |
| Barwinek |
Zawsze coś znajduję :). Ktoś może powiedzieć, że jestem nieobiektywna, że ponieważ zachwycam się przyrodą, to nie trudno mi znaleźć taki „prezent”. Tymczasem On lubi zaskakiwać nawet mnie...
W ubiegłym tygodniu wracałam w niesamowitej ulewie z pracy. Jadę dwoma autobusami z przesiadką — muszę przejść przez skrzyżowanie, żeby zmienić przystanek. Stoję w tym deszczu na światłach, woda się po mnie leje (parasol zostawiłam rano w domu, bo pogoda była ciepła i bezchmurna) i podchodzi do mnie człowiek pod parasolem — Może chciałaby się Pani schować pod parasolem? Zmieści się Pani. Przeczekałam zmianę świateł i przeszłam przejście dla pieszych pod parasolem :)! Kompletnie bezsensu, bo przecież i tak byłam mokra, ale sam gest zatroskania... Bóg postawił człowieka, żeby odnowić wiarę w ludzi — dla mnie ogromny prezent!
Wierny jest Ten, który was wzywa[].
(1 Tes. 5, 24)
I na koniec jeszcze niebieska łąka :)
![]() |
| Kwitnące kosaćce błotne |
Wierny jest Ten, który was wzywa[].
(1 Tes. 5, 24)
![]() |
| Kosaćce z oddali |
I na koniec jeszcze niebieska łąka :)
![]() |
| Niebiańska łąka w pobliżu osiedla Rodziców |
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o życiu,
przyrodniczo
wtorek, 25 lutego 2014
czytanie z 23 lutego 2014
Niedzielne czytania ciągle jeszcze we mnie drążą. Nie mogę przestać o nich myśleć. Ciemność mojej własnej sytuacji i to, co dzieje się na świecie z jednej strony. Z drugiej takie Słowo...tak bardzo oświetlające słabość i krzepiące.
Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz! Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata. Będziesz upominał bliźniego, aby nie zaciągnąć winy z jego powodu. Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz kochał bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan.
(Kpł 19, 2.17-18)
Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście. Niechaj się nikt nie łudzi. Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość. Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga. Zresztą jest napisane: "On udaremnia zamysły przebiegłych", lub także: "Wie Pan, że próżne są zamysły mędrców". Nikt przeto niech się nie chełpi z powodu ludzi.
(1 Kor 3, 16-21)
Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nastaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie. [...] Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?
(Mt 5, 39-42.44-47)
sobota, 28 grudnia 2013
modlitwa
Dostałam przed świętami modlitwę. Uderzyła mnie. Tak często jest we mnie strach przed życiem, przed swoimi pragnieniami i tęsknotami. Tak bardzo jest we mnie wdzięczność za życie, które zostało mi dane.
Mimo że nie zawsze jest lekko.
ŻYCIE JEST PRZEDE MNĄ, PANIE,
ALE TY IDZIESZ ZE MNĄ
Życie jest przede mną, Panie,
jak owoc, który mnie przyciąga.
Ale życie często budzi we mnie lęk,
bo żeby zbierać jego owoce,
trzeba wychodzić z siebie, wychodzić z domu
i wyruszyć w drogę i iść, iść wciąż dalej.
Ale iść w drogę, która jest pełna zakrętów
i nie pozwala zobaczyć przed sobą
ani widoku, który nas czeka,
ani ukrytej przeszkody,
ani rąk do nas wyciągniętych,
ani twarzy, które się od nas odwracają...
Wyruszyć w drogę, to, mój Panie, porywająca przygoda.
Mam wielką ochotę żyć, ale się często boję...
Boję się tego tajemniczego świata,
który mnie wciąga i straszy,
bo słyszę wybuchy śmiechu
i widzę kuszące mnie uroki...
Ale słyszę także krzyki ludzkich boleści.
Te krzyki budzą mój sprzeciw,
że nie mogę ich uciszyć.
Boję się tej miłości, której pragnę
o świcie moich poranków
i w środku moich nocy,
a pragnę jej całym sobą...
Pragnę i boję się, Panie,
bo tyle miłości zmarniało na moich oczach.
Tak, boję się, Panie, i ośmielam się powiedzieć Ci to.
Jeśli zamykam oczy, to nie dlatego,
że nie chcę widzieć drogi przed sobą,
ale żeby Ciebie znaleźć, do Ciebie się modlić,
bo ja tak bardzo pragnę żyć, mój Panie,
i w Tobie jest cała moja nadzieja.
środa, 25 grudnia 2013
przedświątecznie i świątecznie
Taki to był bardzo wariacki czas. Nie było jak usiąść na czterech literach. Z internetu i komputera korzystałam, a owszem, całkiem intensywnie, ale tylko w celach czysto zawodowych, pracowych lub sprawdzając przepisy.
Na pisanie, czytanie dla przyjemności czasu nie było. Jak tylko udało się wyrwać od zajęć zawodowych to rzucałam się w wir domowy, sprzątania, gotowania, szykowania prezentów, pieczenia, spotkań i telefonów przedświątecznych, „sprzątania” własnego wnętrza, jednym słowem — wielkiego ogarniania, żeby przygotować do Świąt siebie, Męża, dom, jedzenie... Trochę tego było. Narzekać nie będę, bo jak to pięknie napisała Anutek (o tu) to jest szczęście. Szczęście bardzo świadome, wybrane, oczekiwane... jak to małe Dzieciątko, które dopiero co przyszło na świat. Szczęście, że jest dla kogo to wszystko robić, że są siły, że są jako takie środki, że same przygotowania nie są w tym wszystkim najważniejsze, bo Ten, na którego czekamy rodzi się, żeby nas zbawić.
Gdzieś w tym wszystkim pojawia się ból codziennego czekania, zakręci łza i głos zadrży lub załamie zwłaszcza przy składaniu życzeń. Ten ból, ta trudność i tęsknota, kiedy kogoś brakuje, to też szczęście. Niezrozumiałe, z pozoru niepotrzebne, raczej niechciane, a jednak szczęście. Dane nam Życie do przeżycia, najlepsze dla nas, choć tak często tego nie widzimy i nie chcemy zauważyć.
Całym sercem dołączam się do życzeń Anutek. Obyśmy potrafili rozpoznawać szczęście, którym jesteśmy obdarowywani każdego dnia naszego życia!
Etykiety:
o mnie,
o życiu,
świętowanie
poniedziałek, 14 października 2013
Złoto jesieni
Każda pora roku ma swoje uroki. Niezwykłe jest zataczanie koła przez przyrodę. Powtarzalność w swojej zmienności, zmienność w niepowtarzalności.
![]() |
| Kolaż jesienny. Wsparty jednym zdjęciem nie mojego autorstwa za zgodą Autora:) |
Dokładnie to do nas, ludzi, pasuje. Z jednej strony lubimy nowe, z drugiej bezpiecznie czujemy się z tym, co nam znane.
![]() |
| Wino i bluszcz tak się dziwnie plecie :) |
Przyroda zachwyca mnie nie po raz pierwszy. A jednak ciągle zaskakuje. Intensywnością barw liści, połyskiem kasztanów, które w dotyku dają odczucie połączenia lakierowanej posadzki i delikatnego meszku. Wiem, co roku niby to samo, dla mnie jednak nie to samo. Może dlatego, że z roku na rok patrzę starszymi oczami?
Więc karmie oczy jadąc autobusem do pracy, czy na zajęcia, spacerując po parkach i w lesie, jak tylko uda sie wygospodarować wolny czas. Znoszę do domu jesienne dekoracje.
Oby jak najdłużej jeszcze towarzyszyło nam słońce. Wam i sobie tego życzę!
Etykiety:
aktywnie,
o życiu,
przyrodniczo
środa, 4 września 2013
czytam...
...o Edycie Stein. Właściwie dopiero zaczynam, ale wiem o niej nieco już od jakiegoś czasu. Święta kobieta, kobieta tak bardzo dzisiejsza, kobieta wykształcona, kobieta nauki, kobieta szukająca prawdy, kobieta odważna i bardzo kobieca.
|
Edyta Stein źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Edyta_Stein |
Dziś trafiłam na to czym według niej jest Krzyż:
- Krzyż jest drogą do komunii życia z Chrystusem: środkiem do towarzyszenia Chrystusowi na Jego drodze do Getsemani i Kalwarii;
- Krzyż nie jest celem samym w sobie, ale środkiem, by osiągnąć pełnię życia. Krzyż otwiera nam drogę do nieba i jest źródłem zmartwychwstania;
- Krzyż jest pomocą, by otworzyć serce na Boga; cierpienie oczyszcza i oddala to wszystko, co nie jest Bogiem;
- Krzyż jest jedyną drogą, by znaleźć Boga, ponieważ wprowadza w ciemność wiary i wymaga oddania się w ręcę Boga Niepojętego, ale zawsze wiernego i pełnego miłosierdzia.
| Edyta Stein już jako Teresa Benedykta od Krzyża źródło: http://www.edytastein.org.pl/pl/4-edyta-stein/2-biografia/ |
Bardzo to jest bliskie mojemu doświadczeniu cierpienia. Cierpienia, które trzeba przyjąć, ale się na nim nie zatrzymywać. Zatrzymanie i zanurzenie w rozpaczy do niczego nie prowadzi. Umniejszanie cierpienia też jest błędem. Jedno i drugie rodzi frustrację i wpadamy w pułapkę cierpiętnictwa, usprawiedliwiania siebie doznawanym cierpieniem lub pogardą dla tych, którzy sobie z cierpieniem nie radzą.
Każdy niesie swój krzyż i nie nam porównywać komu łatwiej a komu lżej. Moje doświadczenie nauczyło mnie dużego szacunku dla drugiego człowieka i jego cierpienia. Krzyże są tak różne: choroba, kalectwo, nałogi własne lub bliskich, bezdomność, bezdzietność, nieustające kłótnie ze współmałżonkiem, bezrobocie, głód, napięte relacje w pracy, przemoc, samotność, śmierć bliskiej osoby, zmęczenie... jedne cierpienia są chwilowe, inne towarzyszą nam latami. Spotykając ludzi w pracy, na ulicy, w urzędach nie wiemy przeważnie jakie zranienia i cierpienia noszą w sobie, a tak łatwo oceniamy, przyklejamy etykiety... jakim prawem? Wiem, że był czas, kiedy trudno było dostrzec uśmiech na mojej twarzy, kiedy żyłam w ogromnym napięciu i nie pamiętałam tego co robiłam 5 minut wcześniej — i wiem że mogło wyglądać to tak jakbym była ponurą bałaganiarą, kiedy nie byłam wstanie wykonać najprostszych obliczeń, kiedy wszystko leciało mi z rąk... a im bardziej się starałam nad tym zapanować, tym było gorzej... musiałam przez to przejść i bardzo jestem wdzięczna za wyrozumiałość ludzi, którzy mi wtedy towarzyszyli... Dziś sama dużo ostrożniej wydaję sądy, choć oczywiście się zdarza :).
Mój krzyż sprawił, że wiele musiałam zweryfikować w swoim życiu, że oczyszczone zostały motywacje, że wyszły na światło dzienne różne moje „chciejstwa”, moje niedostrzeganie ile dobra jest wokół. Dzięki ogromowi cierpienia, który na mnie spadł, mogłam nauczyć się dziękowania i radości z rzeczy małych i zwykłych, takich jak promienie słońca, kwiaty, uśmiech od przechodnia. Krzyż powodował i nadal powoduje wołanie „czemu ja?”, czasem też doświadczenie odrzucenia „zapomniałeś o mnie?” i łaską jest to, że mimo tych pytań można nadal wołać „Wiem, że mnie kochasz i nie opuścisz, nawet jeśli nie czuję Twojej obecności. Tobie oddaję wszystko razem z moim cierpieniem, niespełnionymi marzeniami, bólem, zranieniami, ciałem, osobami bliskimi...”. To jest niezwykłe, ja dzięki cierpieniu stałam się bardziej szczęśliwa... Cierpienie jest zaproszeniem od Pana Boga by zmieniać swoje życie.
Co jest dla mnie wciąż trudne? Cierpienie moich bliskich spowodowane moim cierpieniem, wobec którego są bezradni. Zwłaszcza cierpienie moich Rodziców. Trudno było wytrzymać ich spojrzenia pełne bólu w chwilach najtrudniejszych... Trudno też czasem zaakceptować ich nagłe rady, czasem takie bezsensownie nieporadne... i tylko już wiem, że nie trzeba się o nie złościć, bo wynikają z ich zagubienia w sytuacji bezsilności... Jakoś tak jest, że chyba najtrudniej znosić cierpienie bliskiej osoby, wtedy też często kompletnie nie wiemy jak się zachować, albo mówimy głupoty, albo omijamy niewygodne tematy, mówimy nie płacz, gdy łzy są największym lekarstwem i bać się ich nie trzeba... a ważne jest żeby być, słuchać, żeby nie trzeba było płakać samemu...
Etykiety:
czytam,
dzielna niewiasta,
o życiu,
Słowo
wtorek, 20 sierpnia 2013
po DRODZE
| W drodze (zdjęcie z 2006 roku, bo w tym nie miałam aparatu ze sobą) |
Kilka dni temu wróciłam do domu po 10 dniach marszu:
10 dni drogi po ludzku może trochę bez sensu, z bólem, zmęczeniem, niedospaniem, wysypką (przy tych upałach dopadło mnie uczulenie na opary asfaltu — nogi w czerwonych plamach i rozpalone), pęcherzami na stopach... Dość użalania!!! :)
10 dni upału (trzeba było bardzo uważać, żeby nie doprowadzić do odwodnienia i poparzeń słonecznych) i jedna noc bardzo burzliwa w namiocie (nie boję się burzy, bardzo je lubię, błyskawice i grzmoty wywołują u mnie uśmiech, ale tym razem nawet ja się czułam nieswojo).
10 dni mycia się w małej misce z wodą ze studni (jak u licha zmyć te warstwy kremu z filtrem pomieszanego z potem i kurzem?).
10 dni ciszy i modlitwy śpiewem, słuchania Słowa.
10 dni przyglądania się swoim słabościom (ach, jak nieraz złoszczą Siostry i Bracia obok, a przecież mam być jak Chrystus) i nauka pokory (bo trzeba do końca Bogu zaufać i przyjąć, że własnymi siłami tego nie da się przejść).
10 dni poznawania ludzi i ich przeróżnych historii życia.
W 10 dni można na nowo przeżyć całe swoje życie, można je obejrzeć jak pod mikroskopem. Nie byłam na pielgrzymce po raz pierwszy, nawet nie drugi. Za każdym razem jest strach, za każdym razem od nowa trzeba powiedzieć z pełnią zaufania „Panie ty prowadź”, trzeba zapomnieć o sobie i jednocześnie odkryć z Bogiem od nowa. Za każdym razem jest inaczej. Dla mnie to czas, kiedy wszystko wraca na swoje miejsce, kiedy pytania, na które nie było odpowiedzi, je otrzymują. To wracanie do DOMU. Od samej Jasnej Góry ważniejsze jest to, co po drodze — ludzie spotkani, Bracia i Siostry w drodze, Bóg który objawia się w ludziach, pogodzie, roślinach, słowie i we mnie samej.
Jest też po drodze takie miejsce obok Jasnej Góry szczególne dla grupy, w której szłam. To są Gidle, klasztor dominikański i sanktuarium Matki Boskiej Gidlskiej z malutką figurką Matki Boskiej o niezwykłej historii i słynącej cudami. Od kiedy trafiłam tam po raz pierwszy, chcę tam wracać. Kaplica w Gidlach jakoś bardzo służy przystanięciu, zamyśleniu, zatopieniu w rozmowie z Najwyższym... brzmi banalnie, bo brakuje słów...
Jest też po drodze takie miejsce obok Jasnej Góry szczególne dla grupy, w której szłam. To są Gidle, klasztor dominikański i sanktuarium Matki Boskiej Gidlskiej z malutką figurką Matki Boskiej o niezwykłej historii i słynącej cudami. Od kiedy trafiłam tam po raz pierwszy, chcę tam wracać. Kaplica w Gidlach jakoś bardzo służy przystanięciu, zamyśleniu, zatopieniu w rozmowie z Najwyższym... brzmi banalnie, bo brakuje słów...
Zostawiam jeszcze takie słowa naszej modlitwy z drogi, które bardzo mocno usłyszałam:
Błogosławcie Pana wszystkie Jego dzieła,
które by nie kwitły gdyby nie cierpienie,
błogosławcie Pana
i z księgi Judyty:
Będziemy dziękować Panu Bogu naszemu, który doświadcza nas, tak jak naszych przodków. Przypomnijcie sobie to wszystko, co On uczynił z Abrahamem, i jak doświadczył Izaaka, i co spotkało Jakuba. Jak bowiem ich poddał Bóg próbie ogniowej, by doświadczyć ich serce, tak i na nas nie zesłał kary, lecz raczej dla przestrogi karci tych, którzy zbliżają się do Niego. (Jdt. 8, 25-26a. 27)Dobrego dnia!
Etykiety:
aktywnie,
dzielna niewiasta,
o życiu,
Słowo
wtorek, 30 lipca 2013
szyję
Jestem jedną z tych osób, co potrafią trzymać w ręku igłę z nitką. Nie żeby jakieś piękności niezwykłe powstawały (jak na przykład tu), ale zacerować, przyszyć guzik, skrócić za długie nogawki, zwęzić spodnie czy spódnicę, wszyć gumkę, czy uszyć jakieś proste rzeczy umiem.
Niestety z braku czasu przeważnie mam stos rzeczy przeznaczonych do naprawy i czekających na lepszy moment. W ubiegłym tygodniu stos osiągnął rozmiary takie, że postanowiłam go trochę okiełznać. Pierwsza porcja napraw wymagała tylko ręcznych ingerencji, ale w końcu dotarłam do takich co bez maszyny to jednak trudno.
Maszynę mam od niedawna, choć w naszej rodzinie jest od dawna. Przez ostatnich przynajmniej dwadzieścia lat stała u Babci, wróciła do niej po tym jak moja Mama dostała maszynę elektryczną. Kiedyś maszyna należała do mojej Prababci. Kiedyś, jeszcze jako dziewczynka, na niej szyłam. W ubiegłym roku, jak przeprowadziliśmy się na samodzielne mieszkanie, maszyna trafiła do mnie, bo Babcia już od kilku lat nie szyje, a „Tobie może się jeszcze przyda”. Do tej pory jakoś nie składało się, żeby ją uruchomić. Maszyna ma napęd ręczny i jak musiałam na szybko przygotować zasłony do nowej sypialni, to...pojechałam do Mamy i siadłam przy maszynie elektrycznej.
Teraz mi wstyd :). Bo maszyna owszem nie jest elektryczna, ale szyje się na niej dobrze, łatwo, po prostu przyjemnie. Muszę tylko zainwestować w stopki (o ile znajdę pasujące) i spróbować poszukać dodatkowych szpulek do czółenka. Okazało się, że najtrudniejszym zadaniem było właściwe umieszczenie szpuleczki w czółenku (odpowiedniku bębenka). Metodą prób i błędów w końcu się udało. Oczywiście, że maszyna ma ograniczenia, nie posiada funkcjonalności współczesnych maszyn, ale przynajmniej na razie w zupełności zaspokaja moje potrzeby :).
A piękna jest niczym najpiękniejsza modelka. Prawdziwa z niej dama. Gdyby chodziła na spacery na pewno wkładałaby koronkowe rękawiczki i osłaniała cerę parasolką od słońca :).
Ps. Post przygotowałam w weekend. Miałam go umieścić wczoraj. Od wczoraj rana jednak sporo się zmieniło. Odeszła od nas Babcia mojego Męża. Niby byliśmy na to przygotowani, ale i tak wydaje się, że nagle. Wiem, że patrzy na nas z góry, ale po prostu tęsknię...
![]() |
| Modelka moja :) |
A piękna jest niczym najpiękniejsza modelka. Prawdziwa z niej dama. Gdyby chodziła na spacery na pewno wkładałaby koronkowe rękawiczki i osłaniała cerę parasolką od słońca :).
![]() |
| Dama przy pracy |
Ps. Post przygotowałam w weekend. Miałam go umieścić wczoraj. Od wczoraj rana jednak sporo się zmieniło. Odeszła od nas Babcia mojego Męża. Niby byliśmy na to przygotowani, ale i tak wydaje się, że nagle. Wiem, że patrzy na nas z góry, ale po prostu tęsknię...
Etykiety:
domowo,
dzielna niewiasta,
o życiu
niedziela, 28 lipca 2013
po bezdrożach...
Od dziecka byłam uczona chodzenia na spacery. Pamiętam, że był taki etap, że nie bardzo widziałam w tym sens. Zadawałam pytanie dlaczego my (nasza rodzina) musimy ciągle chodzić na spacery. Prawdę mówiąc irytowały mnie te wspólne spacery, z których nie dawało się wykręcić, a przecież dużo przyjemniej byłoby bawić się z koleżankami na podwórku. Bo w lesie były mrówki, gryzły komary i gzy, piach i sosnowe igły wsypywały się do butów (pochodzę z Mazowsza i to z takiej części, gdzie w lasach są wydmy piaszczyste), można było trafić w pajęczynę, latały muchy... z drugiej jednak strony można było znaleźć poziomki, jagody, borówki, ciekawe okazy gałęzi, czasem spod nóg uciekała jaszczurka, a na drzewach można było wypatrzeć dzięcioła, wiewiórkę, sójkę... na łąkach bażanta...
Dziś sama przepadam za spacerami. Lubię zadbane parki, alejki, rabaty i altany parkowe, ale coś mnie zawsze ciągnie w stronę tej bardziej dzikiej przyrody. Z ogromną radością uciekam pod miasto, czasem nawet w bardzo jego niedalekie okolice, tylko po to, by rowerem lub pieszo przedzierać się po wertepach i bezdrożach. Nadal nie lubię komarów i piachu czy igieł w butach, ale stało się to mało ważne. Cieszy mnie zieleń niczym nieskrępowana i zapach lasu, łąki, mokradeł. Delektuję się ciszą, której nie mąci gwar rozmów, szum samochodów i hałaśliwa muzyka. Na poboczach dróg i dróżek zbieram bukiety z rosnącego zielska, żeby zabrać choć kawałek tych miejsc do domu.
Mój balkon w tym roku już zaczyna nabierać rumieńców, ale jeszcze wiele zmian go na pewno czeka i chwalić się nie bardzo jest czym. Niestety nigdy nie będzie dużym ogrodem z moich marzeń, w którym mogłabym mieć mnóstwo kwiatów i ścinać je według upodobania na bukiety do wazonów. Ach, rozmarzyłam się...
Więc dziś chwalę się zdobyczą bukietową :) okupioną pogryzieniami komarów i poparzeniami pokrzywowymi. A co tam! Raz się żyje! Pieczenie po pokrzywie szybko mija, czerwone ślady po komarach trochę wolniej (w moim przypadku trochę wolniej niż trochę i często małe nie są niestety — w piątek mimo upału zasuwałam do pracy w długich portkach, bo wstyd było pokazać nogi:), ale radość z bukietu i zapach łąki w domu rekompensują takie niedogodności, nawet niechcianych lokatorów przyniesionych w bukiecie — małe żuczki i gąsieniczki :)!
A w życiu... a w życiu nie chodzę autostradami, staram się omijać wątpliwe ścieżki i nie tracić celu. To nie zawsze jest łatwe i czasem wymaga dużej determinacji, by iść pod prąd, żeby nie poddać się nurtowi, który chce porwać w zupełnie innym kierunku. Dobrze, że w tej drodze nie jesteśmy sami!
Życzę Wam i sobie wielu pięknych, dzikich i ukwieconych bezdroży podczas wycieczek, a w życiu byśmy jak najmniej gubili się na szlaku!
![]() |
| Letnie korale |
Dziś sama przepadam za spacerami. Lubię zadbane parki, alejki, rabaty i altany parkowe, ale coś mnie zawsze ciągnie w stronę tej bardziej dzikiej przyrody. Z ogromną radością uciekam pod miasto, czasem nawet w bardzo jego niedalekie okolice, tylko po to, by rowerem lub pieszo przedzierać się po wertepach i bezdrożach. Nadal nie lubię komarów i piachu czy igieł w butach, ale stało się to mało ważne. Cieszy mnie zieleń niczym nieskrępowana i zapach lasu, łąki, mokradeł. Delektuję się ciszą, której nie mąci gwar rozmów, szum samochodów i hałaśliwa muzyka. Na poboczach dróg i dróżek zbieram bukiety z rosnącego zielska, żeby zabrać choć kawałek tych miejsc do domu.
![]() |
| Nadwiślańskie bezdroża |
Mój balkon w tym roku już zaczyna nabierać rumieńców, ale jeszcze wiele zmian go na pewno czeka i chwalić się nie bardzo jest czym. Niestety nigdy nie będzie dużym ogrodem z moich marzeń, w którym mogłabym mieć mnóstwo kwiatów i ścinać je według upodobania na bukiety do wazonów. Ach, rozmarzyłam się...
Więc dziś chwalę się zdobyczą bukietową :) okupioną pogryzieniami komarów i poparzeniami pokrzywowymi. A co tam! Raz się żyje! Pieczenie po pokrzywie szybko mija, czerwone ślady po komarach trochę wolniej (w moim przypadku trochę wolniej niż trochę i często małe nie są niestety — w piątek mimo upału zasuwałam do pracy w długich portkach, bo wstyd było pokazać nogi:), ale radość z bukietu i zapach łąki w domu rekompensują takie niedogodności, nawet niechcianych lokatorów przyniesionych w bukiecie — małe żuczki i gąsieniczki :)!
![]() |
| Bukiet z łąk nadwodnych |
A w życiu... a w życiu nie chodzę autostradami, staram się omijać wątpliwe ścieżki i nie tracić celu. To nie zawsze jest łatwe i czasem wymaga dużej determinacji, by iść pod prąd, żeby nie poddać się nurtowi, który chce porwać w zupełnie innym kierunku. Dobrze, że w tej drodze nie jesteśmy sami!
![]() |
| Bezdroża na leśnych mokradłach |
Życzę Wam i sobie wielu pięknych, dzikich i ukwieconych bezdroży podczas wycieczek, a w życiu byśmy jak najmniej gubili się na szlaku!
Etykiety:
aktywnie,
marzenia,
o życiu,
przyrodniczo
niedziela, 16 czerwca 2013
czas gna jak szalony...
Minęły już dwa lata od momentu, kiedy mój świat wywrócił się do góry nogami, kiedy wszystko, co wydawało się mnie definiować, mnie i moje palny na przyszłość, stanęło pod znakiem zapytania. Znak zapytania nie zniknął. Mogłabym długo i namiętnie opowiadać o nieszczęściu i cierpieniu, które mnie dotknęło i dotyka prawie każdego dnia. Nie chcę. To nie ma znaczenia. Przepraszam Was moi Bliscy, bo Wiem, że nie zawsze to rozumiecie, że cierpicie widząc moje łzy. A ja tego nie chcę, złoszczę się nieraz, kiedy widzę Wasze zmartwienie nad sobą. Chcę, żebyście mimo moich łez radowali się prawdziwie razem ze mną tym co odkrywam, czego się uczę, moimi małymi zwycięstwami w sytuacji trudnej. Nie da się zaprzeczyć czy zapomnieć cierpieniu, ono po prostu jest, każdy go doświadcza, ale jak wielkie by ono nie było nie warto uczynić z niego centrum życia. Życie jest piękne, ciekawe, darowane jako skarb cenny. Warto je dobrze wykorzystać. Nie wiem co przede mną — prawdę mówiąc nikt tego nie wie. Czasem dopadają mnie strachy, ale wolę skupiać się na tym co dane i zadane jest mi na chwilę obecną. Nauczyłam się być szczęśliwa w miejscu i czasie, w którym się aktualnie znajduję. Szczęśliwa tak, jak wcześniej nie potrafiłam, doświadczam pokoju i wolności. Przestałam być niewolnikiem własnych wyobrażeń o swoim życiu, a umiem znajdować radość w tym, co jest i nadal marzyć.
Boże Dobry, dziękuję Ci za siły, żeby wstać rano, kiedy wydaje się, że nic nie ma sensu, za promienie słońca, za kwiaty, za ludzi życzliwych i tych, co uczą pokory i „miłości mimo”, za posiłki, za uśmiechy i łzy, za udaną prezentację na konferencji, za zdany egzamin, za pouczającą rozmowę z profesorem, za moich studentów, za rzeczy małe i wielkie!!! Dziękuję Ci bardzo!!! Szczególnie za opiekę przez ostatnie dwa lata!!!
Etykiety:
dzielna niewiasta,
o mnie,
o życiu
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















