SZUKAJ W BLOGU

wtorek, 16 września 2014

Św. Franciszek

Był taki moment, że się jakoś mocniej pojawił w moim życiu. Nie tylko ze względu na jego miłość do zwierząt, roślin, gwiazd i wszystkiego dokoła, jako tego, co stworzył Bóg... ach ten hymn, zawsze budził mój zachwyt... Kwiatki św. Franciszka też czytałam dość wcześnie. W dorosłym jednak życiu patron ten wcale nie jest taki łatwy, bo jak na przykład żyjąc w dzisiejszym świecie przyjąć dobrowolnie ubóstwo?

A jednak uciekam się do niego, szczególnie wtedy kiedy wiem, że odpowiedzi nie będą proste, ale za to pomagające ŻYĆ.

O Panie, uczyń z nas narzędzia Twojego pokoju,
Abyśmy siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść;
Wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda;
Jedność tam, gdzie panuje zwątpienie;
Nadzieje tam, gdzie panuje rozpacz;
Światło tam, gdzie panuje zmrok;
Radość tam, gdzie panuje smutek.

Spraw, abyśmy mogli,
Nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać;
Nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć;
Nie tyle szukać miłości, co kochać;
Albowiem dając, otrzymujemy;
Wybaczając zyskujemy przebaczenie,
A umierając, rodzimy się do wiecznego życia.
— św. Franciszek z Asyżu
Ta modlitwa pozwala przywrócić odpowiednie proporcje, wrócić na drogę właściwą. Przywołanie tych słów sprawia, że przestaję mieć wątpliwości, że wiem co mam robić. Przywraca pokorę życiu i miłość.

wtorek, 9 września 2014

moje sałaty – letnie przekąski

Wczoraj słoneczny i upalny dzień skończył się rześkim deszczem. Nagrzana ziemia pachniała prawie jak wiosną, tylko zieleń trawników i drzew zupełnie inna, już nawet nie letnia tylko wczesnojesienna. Pierwsze liście zaczynają żółknąć i czerwienieć.

Dziś szaro-buro, za oknem mgła, słońca nie widać zza chmur. A dopiero co było lato... A dopiero co, jak byłam głodna szykowałam sobie takie przekąski :).


Sałaty rosły mi pięknie i z największą radością zrywałam listki, myłam pomidory, dodawałam twarożek lub mozzarellę, skrapiałam oliwą, octem balsamicznym, posypywałam solą i pieprzem. Gotowe! Nic więcej mi nie było potrzeba do jedzenia tego lata :).


Czas płynie nieubłaganie, czasem mi tego szkoda. Robię w myślach fotografie pięknych, dobrych chwil i rzeczy, które mnie spotykają. Najważniejsze jednak pozostaje tu i teraz, każda chwila. Nie oglądam się wstecz i nie wybiegam w przyszłość, żeby nie przegapić tego, co jest. To trzyma przy ŻYCIU, kiedy jest naprawdę ciężko.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Edyta Stein wraca do mnie

Koniec lipca minął mi na doprowadzeniu wielu spraw przed urlopem do takiego stanu, żeby nie wymagały interwencji w jego trakcie. Pierwsze dni sierpnia szykowałam się do DROGI, a potem wyruszyłam jak w ubiegłym roku. Zawsze przed wyjściem pojawia się lęk, że może tym razem się nie uda, że ból będzie zbyt duży, że zdrowie nie pozwoli... i trzeba będzie wracać do domu. Za każdym razem dopiero tuż przed wyjściem łapię oddech i mimo lęków oddaję całą Drogę Bogu. To On dodaje sił, to On prowadzi i nagle pojawia się pokój — bo na pielgrzymce o nic nie muszę się martwić, to On idzie przy mnie i dba o mnie, nic nikomu nie muszę udowadniać. Za każdym razem to doświadczenie jest inne, inne dolegliwości się pojawiają (nie ma sposobu, żeby się przed nimi zabezpieczyć), ale też za każdym razem Bóg zaskakuje swoją Miłością. Nie da się tego opisać, nie ma sensu, bo to są bardzo intymne zdarzenia między Nim a każdym z pielgrzymów i dla kogoś z boku mogą nic nie znaczyć, albo być zwyczajnie śmieszne.

Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna rusza z Warszawy szlakiem krwi — tu w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego Niemcy dokonywali masowego mordu... Świadomość, że idzie się właśnie tymi naznaczonymi okrutną historią ulicami wbija się w mózg i serce. W tym roku jakoś wyjątkowo mocno, może dlatego, że Ukraina tak niedaleko... Szłam ze ściśniętym gardłem, myśląc o tym, że już za parę dni będę szła z bólem nóg i kręgosłupa, ale to przecież nic, ten mój ból taki mały i taki śmieszny się wydał...

Tuż przed wyjściem na pielgrzymkę dostałam tekst Edyty Stein:
Jeżeli zdołasz zachować spokój,
chociażby wszyscy już go stracili, [...]
jeżeli nadal masz nadzieję, chociażby wszyscy [...] zwątpili, [...]

jeżeli umiesz czekać bez zmęczenia;
jeżeli na obelgi nie reagujesz obelgami;
i nie odpłacasz nienawiścią za nienawiść, [...]

jeżeli umiesz przyjąć sukces i porażkę,
traktując je spokojnie — bez pychy i bez załamania; [...]

kiedy spokojnie przyjmiesz ruinę tego,
co było treścią twego życia,
i pokornie zaczniesz odbudowę zużytymi już narzędziami;
jeżeli potrafisz na jednej szali położyć wszystkie twe sukcesy
i zaryzykować;
jeżeli potrafisz przegrać i zacząć wszystko od początku,
nie żaląc się, że przegrałeś;
jeżeli umiesz rozmawiać z nieuczciwymi, nie tracąc uczciwości
i spacerować z królem bez pozy i uniżoności;
jeżeli nie mogą cię zranić wrogowie ani serdeczni przyjaciele; [...]

jeżeli potrafisz korzystać z każdej minuty,
nadając wartość każdej przemijającej chwili —
Twoja jest ziemia i wszystko, co na niej
Edyta Stein, patronka Europy, zginęła w Auschwitz.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Brzozy

Las zawsze dla mnie pozostaje rodzaju męskiego. Właściwie to prawie zawsze, bo brzezina wywołuje już inne skojarzenia.


Brzozy piękne, białe, wysmukłe, z delikatnymi gałęziami poruszającymi się wdzięcznie przy podmuchach wiatru są niczym gibkie tancerki w białych trykotach. Brzozowe zagajniki wręcz wołają o zabawę w ganianego i slalom między smukłymi pniami.Kiedyś byłam dzieckiem, ale dziś też czasem staje się nim na chwilę — kiedy nikt nie patrzy :D.


Ach, te brzozy...

niedziela, 6 lipca 2014

letnie jajko sadzone

Obiady letnie mają to do siebie, że w ramach letniego lenistwa szuka się potraw, które można szybko przygotować bez długiego stania nad kuchnią. Pora roku zresztą bardzo temu sprzyja, bo dostępnych jest dużo świeżych warzyw pachnących słońcem i deszczem. Ciepła pogoda zmienia też wymagania względem potraw. Nie muszą być takie bardzo pożywne, za to im większy upał tym bardziej doceniamy rześkość smaków. Nawet najbardziej zapaleni mięsożercy potrafią się zadowolić daniami bezmięsnymi :). Lubię takie gotowanie, szybkie, lekkie, przyjemne i kolorowe (tak, tak, to jest pora kiedy można na prawdę poszaleć z paletą barw na talerzu).

Jakiś czas temu będąc u Jednej z Sióstr Męża na własne oczy zobaczyłam, że Jeden z Siostrzeńców M. jest specjalistą od jajek sadzonych. Uwielbia je i jest już zupełnie samodzielny w ich produkcji :). Zainspirował mnie. Dla mnie to powrót do dzieciństwa... przez długie lata nie robiłam jajek sadzonych i teraz mnie wzięło. Po pierwszym jajku sadzonym tylko z solą i pieprzem (ach! jak mi smakowało po tylu latach przerwy!) zaczęłam eksperymentować. Ostatnio w ramach letniego obiadu powstało coś takiego:


SKŁADNIKI
  • plasterki szynki, polędwicy lub boczku (bardzo dobrze można zagospodarować resztki, których już nikt nie chce zjeść)
  • jajka
  • pomidor
  • kiełki rzodkiewki
  • pieprz świeżo mielony
  • sól


WYKONANIE
Na patelni rozpuściłam trochę masła i ułożyłam plasterki szynki. Kiedy plasterki zaczęły się rumienić wbiłam dwa jajka, posypałam solą i świeżo zmielonym pieprzem. Gdy jajka już lekko się ścięły od spodu, położyłam część kiełków i przykryłam pokrywką. W tym czasie sparzyłam pomidory, obrałam, pokroiłam i ułożyłam na talerzu. Gotowe jajka sadzone przełożyłam na talerz obok pomidora (można go też skropić odrobiną oliwy z oliwek, posypać pieprzem oraz solą) i posypałam resztą kiełków rzodkiewki. Do tego jeszcze kromki chleba z masłem. I już gotowe!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...